SPIS TREŚCI (2/2012)

AKTUALNOŚCI
   Właściwy kierunek działania10
JUBILEUSZ
   25 lat ikony opalania14
PREMIERA
   Unikalna technologia od Cosmedico18
   Nowa jakość skóry38
   Nowy wymiar ćwiczeń82
BEZPIECZNE OPALANIE
   Zadbaj o swoją skórę20
EKONOMIA
   Silny i zdrowy kręgosłup firmy22
TECHNIKA
   Bezpieczne oswajanie lata24
MARKETING
   Umiejętne promowanie usług26
   Chcesz zarabiać na SPA?46
   Jak „rozkręcić” butik SPA80
   Gadżety reklamowe a świadomość marki90
KOSMETYKI SOLARYJNE
   Zapamiętaj tę markę28
WYWIAD
   Nasz sposób na kryzys30
   One Touch – bo czas to pieniądz!50
INTERNET
   E-nauka dla kosmetyczek34
PIELĘGNACJA
   Kawa i herbata nie tylko w filiżance40
EKOKOSMETYKA
   Zielone SPA44
KOSMETYKA
   Filler TeN Cosmetics48
   Biotechnologia w gabinetach kosmetycznych52
TRENDY
   Letnie trendy w makijażu54
   Skąpana w błękicie oceanu...70
TARGI
   Weekend z kosmetyką i SPA56
ZABIEGI
   Zastrzyk młodości58
AROMATERAPIA
   Olejek kapitana Cooka60
RELACJE
   Majowe święto kosmetyki!62
   Arosha Championship 201276
PORADY
   Gdy włos spada z głowy...64
MAKIJAŻ
   Róż do policzków – tajna broń młodości72
SUPLEMENTY DIETY
   Zdążyć przed latem74
RELAKS
   Narzędzie zabiegowe ozdobą gabinetu78
ODNOWA BIOLOGICZNA
   Korzystny wpływ84
ZDROWIE
   Aquaholizm – czy picie zawsze wychodzi na zdrowie?86
FITNESS
   Same zalety92
NOWOŚCI
   Urządzenia, lampy, kosmetyki94-100

 

W numerze 2/2012 polecamy Państwa uwadze następujące artykuły:

  • Właściwy kierunek działania (10)
  • 25 lat ikony opalania (14-17)
  • Umiejętne promowanie usług (26-27)
  • Nasz sposób na kryzys (30-33)
  • Skąpana w błękicie oceanu... (70-71)
  • Narzędzie zabiegowe ozdobą gabinetu (78-79)
  • Nowy wymiar ćwiczeń (82-83)

  •  

     

    Właściwy kierunek działania


    Nastroje w branży solaryjnej w ostatnim okresie uległy zdecydowanej poprawie. Wpływ na to ma oczywiście wzmożony ruch w punktach solaryjnych, związany z wiosną, co nam wszystkim poprawia humory.

    Ale też zmasowana kampania medialna, która w ostatnich latach nasilała się z nadejściem wiosny, w tym roku bardzo osłabiła swój impet. Co prawda w naszej „ulubionej” stacji telewizyjnej co jakiś czas pojawiają się próby dyskredytowania pozytywów płynących z korzystania z dobrodziejstw słońca i solarium, ale mają one znacznie mniejszą moc i częstotliwość.

    Pojawiają się za to w różnych mediach informacje na temat biopozytywnego oddziaływania promieniowania ultrafioletowego na człowieka, korzyści z korzystania z solarium i ze słońca, a także informacje na temat szkodliwości dla zdrowia braku odpowiedniej dawki promieniowania. Sądzę, że wielu lekarzy jest w 100% przekonanych o zaletach i korzyściach wynikających z naświetlań, ale dla źle pojętej solidarności zawodowej, nikt z nich nie chce się wychylić i przeciwstawić lobby niektórych dermatologów, dla których interes wynikający ze współpracy z koncernami farmaceutycznymi jest dużo ważniejszy niż szeroko pojęte zdrowie pacjenta.

    Zdarzają się również, czasami nierzetelne i przedstawiające w złym świetle naszą branżę, artykuły w różnych gazetach.

    Ich geneza jest zazwyczaj wynikiem szukania na siłę sensacji, kierowaniem do zajęcia się tematem przypadkowych, nie znających się na tematyce zdrowotnej młodych redaktorów, którzy powielają zasłyszane gdzieś informacje, bez żadnej analizy i podstaw. Ale taka jest specyfika mediów. Nikt z nas z zainteresowaniem nie czyta pozytywnych informacji, gdyż zawsze ciekawsza jest sensacja i groźnie brzmiący tytuł, przyciągający wzrok i uwagę, niż codzienny, zwykły świat, który nas otacza.

    W kontekście tych wszystkich sytuacji starajmy się właściwie wykonywać swoją pracę, podnosić kwalifikacje i umiejętności swoje i personelu, korzystać ze szkoleń i nowych informacji, aby nikt nie mógł nam zarzucić, że w jakikolwiek sposób szkodzimy naszym klientom. Każdy niewłaściwie obsłużony klient, każda informacja o jakimkolwiek uszkodzeniu skóry podczas sesji w solarium może zniweczyć całą naszą żmudną pracę związaną z popularyzacją opalania. Zapraszamy na szkolenia organizowane przez Polski Związek Solaryjny, na których nie tylko uzyskamy odpowiedni certyfikat, ale będziemy mogli skorzystać z pełnego kompendium wiedzy, wsparcia i pomocy w rozwianiu wątpliwości i uzyskamy pewność, że nasza praca jest wykonywana na najwyższym poziomie.





    Spis treści

     

     

    25 lat ikony opalania
    Jubileusz 25-lecia Ergoline


    Kiedy w 1987 roku na rynku pojawił się pierwszy model solarium z dzisiaj tak dobrze znanym logo Ergoline, nikt nie przewidywał, że jest to początek wspaniałej historii sukcesu tej marki na światowych rynkach solaryjnych.

    Wystarczy wymienić tylko kilka nazw modeli, które kształtowały rynek opalania w ostatnich 25 latach: Ergoline 35, Ergoline 43, Classic, Avantgarde, Excellence, Prestige czy Sun Angel. Każdy z nich to kamień milowy w rozwoju technologii UV, komfortu, ergonomii oraz designu. Setki tych urządzeń znalazły swoje miejsce w polskich salonach i przyczyniały się przez wiele lat do wzrostu obrotów salonów, w których się znajdowały.

    Pomimo trudnej sytuacji na rynku, Ergoline nie tylko postanowiło świętować swój jubileusz, ale także podkreślić go wprowadzeniem do programu kilku nowych urządzeń. Na uroczystości do Windhagen, trwające prawie cały tydzień od 25 kwietnia tego roku, tłumnie zjechali klienci i partnerzy biznesowi z całego świata. Największą atrakcją prezentacji i chyba również największą niespodzianką był model jubileuszowy Prestige 1100-S Limited Edition. To limitowana wersja Prestige w zniewalających kolorach złota i antracytu, przyciągająca wzrok szczególnie dzięki nowej generacji lakierów o wykończeniu Velvet Finish. Specjalnie na 25-lecie zostanie wyprodukowanych tylko 100 sztuk tego solarium, z czego 50 sztuk trafi na rynek niemiecki, a pozostałe 50 do innych krajów świata. Każdy właściciel otrzyma certyfikat z kolejnym numerem jubileuszowego solarium.

    Po 25 latach Ergoline nadal wygląda młodo i z optymizmem patrzy w przyszłość.

    Odnowiony został także Sun Angel. Nowa generacja solariów o nazwie Sun Angel Duo S52 została wyposażona w czujnik Skin Sensor nowej generacji, umożliwiający jeszcze łatwiejszy pomiar indywidualnej wrażliwości skóry na promienie UV, tym razem już bez konieczności regularnych kalibracji. Nowy Sun Angel dysponuje ponadto dwoma programami opalania. Jeden z nich, tak jak do tej pory, maksymalizuje indywidualny efekt opalania w trakcie 20-minutowej sesji, drugi maksymalizuje produkcję witaminy D w skórze, bez znaczącego efektu jej przyciemnienia. Nową ofertę uzupełnia urządzenie Ergoline Balance 600, łączące lampy UV z terapią światłem czerwonym – tym razem bez czujnika skóry oraz nowa wersja tuby Essence wyposażona w płytę wibracyjną.

    O nowych rozwiązaniach, perspektywach, sukcesie i... niezapomnianych doświadczeniach rozmawiamy z prezesem Ergoline Polska – Pawłem Grabowskim.

    SOLARIUM & Fitness: Ergoline wczoraj i dziś. Jak ocenia Pan rynek z perspektywy jednej z wiodących marek w tym sektorze, jak zmieniała się sytuacja na przestrzeni lat i jak w tym kontekście smakuje dwudziestopięciolecie powstania.

    Paweł Grabowski: To, co było dla mnie najważniejsze, gdy zaczynałem pracować w Ergoline i to, co pozostało do dzisiaj niezmienne, to podstawowe wartości tej marki. Ergoline było zawsze najbardziej innowacyjnym producentem na rynku, starającym się otwierać nowe obszary i przestrzenie tak w zakresie designu, technologii, dodatkowych funkcji, komfortu itd. Zawsze napawało mnie to dumą, że możemy oferować wspaniałe urządzenia, znakomitej jakości, poparte świetnym wsparciem serwisowym i marketingowym. I takie nastawienie sprawdzało się w latach tłustych i latach chudych solariów na rynku polskim.

    Oczywiście ten rynek również dynamicznie się zmieniał.

    Dziesięć lat temu był dużo większy i znacznie bardziej dynamiczny, ale z drugiej strony bardzo niedojrzały i nieprzewidywalny. Większość inwestorów działała pod wpływem impulsu i chęci szybkiego skorzystania z wysokich przychodów, jakie zapewniały solaria. Wydawało im się, że nie trzeba myśleć o przyszłości, nie trzeba się na nią przygotowywać, trzeba łapać okazje i starać się wyciągnąć z rynku ile się da. Odbijało się to wtedy bardzo mocno na sposobie dokonywania inwestycji, sprowadzaniu urządzeń mniej lub bardziej nowych różnego typu z Niemiec i walce na procenty upustu od nie zawsze dokładnie porównywanej ceny katalogowej.

    Wieloletnia praca w różnych firmach nauczyła mnie, że wtedy kiedy idzie bardzo dobrze, trzeba przygotować się na lata trudniejsze, ale też po okresie kryzysu i załamania przyjdzie znowu lepszy czas. I tak się stało.

    Kryzys ekonomiczny, ataki zewnętrzne, nowa norma uderzyły w naszą branżę z pełną mocą.

    Spowodowało to znaczne skurczenie się rynku. Ale wydaje mi się, że przyniosło rynkowi dojrzałość. Wiele osób, myślących tylko o szybkich zarobkach wycofało się z biznesu, a ci co pozostali zaczęli myśleć długofalowo. Zaczynają się liczyć rzeczywiste argumenty, gwarancje poparte funkcjonującym serwisem, długoterminowe relacje. To daje pewną nadzieję na przyszłość.

    W kontekście 25-lecia oznacza to kolejne wyzwanie – nie ma niestety wiele czasu na świętowanie. Trzeba dalej codziennie pracować nad jeszcze lepszą ofertą dla klientów, aby także w tych trudnych czasach Ergoline pozostało numerem 1. Biznes solaryjny przestał być samograjem. Teraz wymaga profesjonalizmu, wiedzy, nowoczesnych urządzeń i przede wszystkich sprawdzonych partnerów.

    S & F: 25 lat to doskonała okazja do podsumowań. Jaki jest Pana zdaniem największy sukces, najlepsze rozwiązanie i... niezapomniana historia, której miał Pan okazję doświadczyć prowadząc firmę Ergoline Polska?

    P. G.: Tak się składa, że 25-lecie Ergoline łączy się w tym roku z 10-leciem mojej pracy w firmie. I myślę, że największym sukcesem było włożenie chociaż minimalnego wkładu do powolnego procesu normalizowania się naszej branży i ustalania, gdzie indziej być może zwyczajnych standardów pracy.

    Gdy przyszedłem do Ergoline, pozycja polskiej firmy była dosyć dziwna, sprzedaż urządzeń nowych i używanych odbywała się poprzez handlarzy sprowadzających solaria z Niemiec, a na rynku trwała wojna na rabaty. Ogromną satysfakcją po kilku latach były utyskiwania niemieckich dystrybutorów, że nie mogą już tak łatwo sprzedawać do Polski.

    Dawni importerzy z Niemiec zaczęli się zaopatrywać u nas, a klienci wreszcie poczuli nad sobą opiekę Ergoline.

    Oczywiście wiele się nie udało. Ciągle borykamy się z wieloma zaszłościami, ale jestem przekonany, że znajdujemy się na właściwej drodze. Najlepszym rozwiązaniem, tak z technicznego jak i handlowego punktu widzenia, wydaje mi się wprowadzenie do oferty urządzenia Sun Angel. Pokazało ono wielu ludziom, że można znakomicie opalać w ramach normy 0,3. Że opalenizna taka może być lepsza od tej z agresywnych lamp o współczynnikach 3 lub więcej. Pokazało, że można bardzo wielu ludzi zachęcić do korzystania z takiego opalania, a co najważniejsze, że można na tym zarabiać, bardzo często lepiej niż na konwencjonalnych urządzeniach, nawet w mniejszych miastach.

    Niezapomnianą historią pozostaje dla mnie do dziś październik 2008 roku, kiedy o ironio tuż przed kryzysem sprzedaliśmy 45 nowych urządzeń Prestige w ciągu 30 dni. To pozostaje do dziś benchmarkiem i poprzeczką do przeskoczenia.

    S & F: Ergoline to dziś... (proszę rozwinąć tę myśl)

    P. G.: … w dalszym ciągu numer jeden na rynku solariów profesjonalnych, chyba w jeszcze większym stopniu niż przed kryzysem. To także w dzisiejszej sytuacji jeden z naprawdę niewielu dostawców w pełni oddanych przyszłości rynku opalania, który oferuje wciąż tę samą wysoką jakość i poziom usług.

    S & F: Ergoline, jak cała branża solaryjna, przez wiele lat świętował ogromny sukces. Ostatnie lata na tym tle wypadają niezwykle blado. Czy najgorsze mamy już za sobą? Jaki pomysł na przyszłość ma Wasza firma?

    P. G.: Trudno przewidywać przyszłość. Paradoksalnie, kryzys spowodował, że Ergoline Polska zajmuje relatywnie silniejszą pozycję na rynku, który niestety jest dużo mniejszy niż kiedyś. Musieliśmy się zatem dostosować do tej sytuacji. Musieliśmy ograniczyć koszty, niestety rozstać się z niektórymi pracownikami, wprowadzić oszczędności wszędzie tam, gdzie było to możliwe. Jednocześnie zawsze przyświecał nam cel, aby te konieczne zmiany w jak najmniejszym stopniu były zauważalne dla klientów, aby poziom naszych usług pozostawał jak najwyższy, czasy reakcji jak najkrótsze.

    Uważamy, że opalanie aby przetrwać musi stać się znowu ekskluzywne, profesjonalne, zawsze bezpieczne.

    Wstawienie byle jakich urządzeń w byle jakim miejscu i z byle jaką obsługą już nie działa. Dlatego stawiamy na najnowocześniejsze rozwiązania. Szczególne miejsce zajmuje tu Sun Angel, który pokazał, że w miejscu gdzie właściciel jest gotów włożyć dużo pracy i serca, można wykreować luksusowe opalanie w całkiem wysokiej cenie. Dlatego w najbliższym czasie będziemy dalej proponować rozwiązania na najwyższym poziomie, pozwalające naszym klientom oferować inne, nowe opalanie, aby odróżnić się od konkurencji.

    Chyba dobrym prognostykiem jest fakt, że cały kontyngent przyznany na Polskę najnowocześniejszego (i chyba najładniejszego) urządzenia Prestige 1100-S Limited Edition, wyprodukowanego w ograniczonej liczbie na 25-lecie marki, udało się sprzedać w ciągu 4 tygodni od prezentacji w Niemczech.

    S & F: Jak widzi Pan branżę za kolejne 25 lat. Proszę o opinię, w jaki sposób dokona się zmiana w postrzeganiu opalania?

    P. G.: Trochę już o tym mówiłem przy poprzednim pytaniu. Jestem przekonany, że przyszłość leży w stworzeniu zupełnie nowej jakości opalania, wykreowaniu jego ekskluzywności. Musi to być opalanie na urządzeniach najwyższej jakości w najlepszych salonach. Musi dawać klientom poczucie bezpieczeństwa, dlatego wierzę w rozwój techniki czujników skóry, znanych z solarium Sun Angel. Musimy podkreślać tak kosmetyczny i estetyczny aspekt opalania, jak i jego biopozytywne działanie, o którym coraz więcej wiemy. Praktycznie codziennie czytamy w prasie naukowej i popularnej o zbawiennym wpływie witaminy D na zdrowie. Dlatego najnowszy model Sun Angel Duo S52 wyposażono w dodatkowy program, stymulujący wytwarzanie tej witaminy, bez powstawania znaczącej opalenizny. Wiem i widzę, że ludzie lubią takie opalanie i są gotowi za nie płacić. I tak będzie też w przyszłości.

    S & F: Nasza redakcja zamienia się dziś w złotą rybkę, jakie trzy życzenia wypowiedziałby Pan w imieniu Ergoline Polska?

    P. G.: Życzyłbym sobie przede wszystkim, aby nam nie przeszkadzano. Żeby instytucje rządowe zajęły się swoimi zadaniami i uregulowały stan prawny wokół solariów, nowej normy, lamp, kontroli, wymagań itd. Drugie życzenie, to aby wszystko, co się mówi i pisze o solariach, opierało się na rzetelnej wiedzy i wynikach potwierdzonych badań naukowych. I to chyba wystarczy. Wtedy branża sama sobie znakomicie poradzi.

    S & F: Dziękuję serdecznie za rozmowę.





    Spis treści

     

     

    Umiejętne promowanie usług


    Gdy masz już sprawdzony system do zarządzania swoim salonem urody, zazwyczaj szukasz sposobów na obniżenie kosztów jego funkcjonowania, przy jednoczesnym dbaniu o to, by nie utracić jakości świadczonych usług.

    Kosztów jednak nie da się uniknąć. Wiadomo, że comiesięczne wydatki to nie tylko warunek utrzymania biznesu, ale też konieczna inwestycja w wizerunek salonu. Wskazane jest, by część wydatków ponoszona była na cele promocyjne, których w czasach kryzysu nie należy całkowicie ograniczać.

    W dobie dużej konkurencji na rynku nie łudźmy się, że wysoka jakość świadczonych usług wystarczy, by obronić nasz salon przed konkurencją.

    Walka o klienta trwa, a opieszałość w promowaniu firmy może niestety okazać się dla nas zgubna.

    Myślę, że wszyscy znamy przypadki, kiedy to salon prowadzony przez kompetentną kadrę przegrał z gorszym usługodawcą, lecz lepiej wypromowanym wśród społeczności lokalnej.

    Dlaczego promocja to jedna czwarta sukcesu, czyli czym różni się promocja od marketingu

    Wiele osób myli te dwa pojęcia, a istnieje pomiędzy nimi zasadnicza różnica. Przygoda z marketingiem u każdego, kto nie tylko w wymiarze praktycznym spotyka się z nim na co dzień, ale też chce zadbać o stabilne podstawy teoretyczne, zaczyna się od z pozoru prostego pojęcia marketing mix – 4P. Według 4P na marketing składają się: product, price, place, promotion, czyli produkt, cena, miejsce i właśnie... promocja.

    Philip Kotler – światowy guru marketingu twierdzi, że marketing to „nauka i sztuka badania, tworzenia i oferowania z zyskiem produktów posiadających wartość dla klienta w celu zaspokojenia potrzeb rynku docelowego”.

    Skupmy się na ostatnim P, czyli promocji, oraz na „oferowaniu” wymienionym przez Kotlera.

    Nie musimy być specami od marketingu, by umiejętnie promować naszą firmę

    Zazwyczaj największy udział w wydatkach, oprócz kosztów związanych z zatrudnieniem pracowników, mają kosmetyki i sprzęt. Zaraz po nich często plasują się inwestycje w promocję firmy. Gdy decydujesz się przyciągnąć klientów za pomocą promocji, masz do wyboru kampanie w internecie, oraz w tzw. „realu”. Dobrze jest, gdy obie te formy promocji idą ze sobą w parze.

    Wiadomo, że czasy dla branży są wymagające.

    Wciąż musimy dokształcać się w nowych technologiach, nowych liniach kosmetyków, oraz..., no właśnie, w nowych trendach w sposobie dotarcia do klientów i w sposobie ich obsługi. Punktów do spełnienia jest tak dużo, że nie da się być ideałem i nie popełnić błędów. Na czym się skupić? Gdy prowadzimy nasz salon tradycyjnie, warto zastanowić się, czy nie przyszedł czas, by skierować swoje zainteresowanie w kierunku systemu do zarządzania salonem, który byłby naszym elektronicznym notesem, dostępnym dzięki internetowi z każdego miejsca na ziemi, umożliwiającym promocję naszego salonu w internecie. System jest zatem warunkiem koniecznym, by już móc mówić o tym, że promujemy. Jest jednak pewna grupa klientów, która lubi gdy coś „szeleści”. Jak ja to mówię, miłośnicy makulatury. To dla nich tworzymy opisy naszej oferty na ulotkach, im dajemy wizytówki z adresem naszej strony internetowej.

    Wykonanie pakietu materiałów promocyjnych to zazwyczaj jeden konkretny wydatek, który ponosimy raz na parę miesięcy, dlatego dobrze jest, gdy:
    • dokładnie opracujemy teksty, przeczytamy opisy usług po parę razy, tak by uniknąć wszelkich literówek (w branży urody brzydkie literówki szczególnie mocno kolą w oczy).

      oraz

    • wybierzemy agencję reklamową, biorąc pod uwagę jakość oferowanego druku oraz urok i oryginalność projektów. Obecnie na rynku jest bardzo dużo agencji reklamowych i niestety łatwo trafić na „przeciętniaków”.

    Nie bez powodu P dotyczące promocji znajduje się na końcu marketingu mix. By promować zadbajmy, aby produkty i usługi były atrakcyjne, oraz by ich cena była adekwatna do obranej strategii a także atrakcyjna w oczach wybranej grupy docelowej. By miejsce, w którym usługi są świadczone, jawiło się jako wyjątkowe i zapadające w świadomości klientów na długo.



    Małgorzata Chlebek

    Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
    W wolnych chwilach rzeźbiarka.

    Spis treści

     

     

    Nasz sposób na kryzys


    Hapro od lat nie przestaje zadziwiać. Powrót firmy kilka lat temu zapoczątkował marsz na szczyty branży solaryjnej. Szeroka oferta produktów obejmuje nie tylko średnią półkę, ale także rozwiązania dla najbardziej wymagających miłośników opalania w segmencie dużych urządzeń.

    Niezmiennie od lat te same atuty, czyli niezawodność, wysoka jakość wykonania, pełna gama wyposażenia, a wszystko to w niezwykle atrakcyjnej cenie, sprawiają, że Hapro symbolizuje obecnie wszystko, co najlepsze w branży.

    Nie jest tajemnicą, że obecnie wiele firm na świecie boryka się z ogromnymi problemami, dotyczy to również branży solaryjnej.

    Hapro nie tylko udało się zachować zdrowe podstawy finansowe, ale firma także odważnie inwestuje w nowe rozwiązania, w nowe urządzenia, w odpowiedzi na płynące symptomy ożywienia w branży solaryjnej.

    O sposobie na sukces, o nowych rozwiązaniach opowiada dyrektor generalny Hapro Dick van de Linde.

    SOLARIUM & Fitness: Dlaczego Luxura jest wyjątkowa?

    Dick van de Linde: Luxura jest unikalna, ponieważ wciąż inwestuje w przyszłość, także w czasach słabszych ekonomicznie. Jako marka, Luxura jest niepowtarzalna, ponieważ łączy bardzo wyraźny i estetyczny design z najbardziej przyszłościowymi cechami w dobrej cenie, gwarantując szybki zysk.

    S & F: Nowe urządzenia, które pokazaliście w ostatnim czasie to ogromny zastrzyk adrenaliny dla branży. To niezwykle spektakularne wydarzenie, a przecież wiele firm solaryjnych ma ogromne problemy. Jak więc Hapro udało się „oszukać” kryzys?

    DvdL: Hapro zawsze starało się mądrze inwestować. Nasze produkty zawsze były kompleksowe, z wieloma interesującymi udoskonaleniami, ale zawsze staraliśmy się, aby nasze urządzenia były niedrogie. Dzięki temu mogliśmy ofertę kierować do szerokiego rynku. Hapro eksportuje swoje produkty solaryjne do 35 krajów. Dzięki tak dużemu zasięgowi i szerokiemu asortymentowi: od urządzeń półprofesjonalnych do najbardziej wyspecjalizowanych, nasze ryzyko rynkowe jest bardzo rozproszone. W ostatnich latach Hapro odnosiło więc o wiele większe sukcesy niż konkurencja. Na szczęście nasze przedsiębiorstwo stale przynosi zysk. Inwestujemy te pieniądze z powrotem w nowe technologie i nowe produkty. Na przykład nasz nowy X7 czy nowy unikalny wyświetlacz dotykowy.

    S & F: W segmencie średnich i małych urządzeń stajecie się absolutnym liderem. To celowe sfokusowanie się na tym segmencie? Czy też decyduje o tym potrzeba rynku?

    DvdL: Hapro po prostu nie wierzy w urządzenia o wartości inwestycji 30.000 euro lub więcej. Chodzi o to, aby także nasi klienci mogli zarobić. To, co w jednym kraju jest w segmencie średnim, w innym należeć będzie do najwyższego. Nasz model Luxura X10 postrzegamy jako najwyższy segment, ale cenowo plasuje się on znacznie poniżej urządzeń z najwyższej półki u konkurencji. Od lat jesteśmy wiodącą firmą w segmencie początkowym oraz środkowym. Odpowiadają temu nasze X3, X5 i X7. Powodem tego jest fakt, że staramy się dotrzeć do szerokiego odbiorcy. Salon piękności częściej niż studio solaryjne zakupi X3 czy X5. Ale salony piękności i salony fryzjerskie są dla nas bardzo ważną grupą klientów. Studio prędzej zainteresuje się Luxurą X7 jako urządzeniem do pracy. To rozwiązanie absolutnie niepokonane w segmencie 42 lamp, patrząc zarówno pod kątem możliwości opalania, jak i ceny.

    S & F: Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że najgorszy czas branża opalająca ma już za sobą?

    DvdL: Czym są najgorsze czasy? Nasza branża nieustannie była pod wpływem dobrych i mniej dobrych czasów. Oczywiście obecnie nie jest zbyt łatwo, ale jest dużo szans. Weźmy dla przykładu polski rynek. W pewnym momencie oferta urządzeń solaryjnych stała się za duża. Można było się opalać w solarium na rogu każdej ulicy. Rynek się nasycił, a to niestety prowadzi do erozji cen. To z kolei prosta droga do konieczności zamykania firm. Z drugiej strony, daje też możliwości dobrym przedsiębiorcom.

    Ci, którzy odpadają, to często punkty solaryjne z kilkoma urządzeniami w niezbyt profesjonalnym otoczeniu.

    Opalanie to przeżycie wellness, a nie turbo! Ci, którzy na tym opierają swoją koncepcję i dobór urządzeń oraz wnętrza, są zwycięzcami przyszłości. Także norma 0,3 daje możliwości. Należy ją postrzegać nie jako zagrożenie, ale jako szansę. Konsument coraz częściej szuka bezpieczeństwa w opalaniu. Jak dobrze, że dla naszego produktu istnieje już norma wskazująca warunki bezpieczeństwa.

    S & F: Moda na opalanie, czy moda na zdrowe opalanie? Jak dziś należy promować usługę solaryjną?

    DvdL: Nawiązując do tego, o czym mówiłem wcześniej. Opalanie w solarium jako alternatywa dla naturalnego słońca, wtedy gdy go nie ma, gdy niebo jest zachmurzone, bądź gdy w dzień pracujemy, a wieczorem wiadomo – słońca brak.

    Opalanie to radość.

    Wellness to przeżywanie, relaks. Opalanie jest przede wszystkim także zdrowe, jeśli zachowuje się umiar. W dobrym salonie solaryjnym dbamy o to, aby wszystko mogło odbywać się w miły oraz kontrolowanie bezpieczny sposób. Tak właśnie promowałbym własne studio.

    S & F: Jak Hapro promuje zdrowe opalanie, jakimi sukcesami w tym zakresie może się Pan pochwalić?

    DvdL: Już od lat promujemy bezpieczne, czyli odpowiedzialne opalanie. Słowa takie jak Turbo i Power nie pasują do tego wizerunku. Klient nie kojarzy ich także z pewnością ze zdrowiem i bezpieczeństwem. Co się tyczy aspektów zdrowotnych, nie wolno nam zapominać, że oferujemy w pierwszym rzędzie produkt kosmetyczny, który umieszczamy w otoczeniu wellness. Oznacza to, że oferujemy produkt, którym można się rozkoszować, odpocząć podczas korzystania, a wynikiem jest ładny i zdrowy brązowy kolor skóry. Czysty aspekt zdrowotny, obejmujący produkcję witaminy D, jest miłym efektem ubocznym, ale według nas nie jest to aspekt, który musimy przekazywać. Oczywiście za kulisami przez organizacje branżowe musimy także dbać o to, aby opinia publiczna uświadamiała ludzi o korzystnym wpływie słońca. Czy to naturalnego, czy solaryjnego.

    S & F: Kilka lat temu wprowadzono nową dyrektywę ograniczającą poziom erytemy do 0,3 m W/m2. Jak z perspektywy ocenia Pan tę zmianę i jaki miała ona wpływ na rozwój branży w Holandii i na świecie.

    DvdL: Nowe regulacje doprowadziły do wielu niepokojów. To wielka szkoda. Osobiście uważam za dobre, iż Europa stwierdziła, że należy stworzyć normę bezpieczeństwa dla solariów. Daje to konsumentowi poczucie bezpieczeństwa. Jako branża solaryjna zbyt często stajemy na ławie oskarżonych. Norma daje nam teraz rodzaj legalizacji. Niestety, w wielu krajach wprowadzana była w sposób niejasny lub etapami. Choć niektóre kraje natychmiast wprowadziły normę dla starych i nowych urządzeń, na przykład w Niemczech upłynęło pięć lat zanim wreszcie też na stare urządzenia nałożono obowiązek spełniania nowej normy. Oznacza to oczywiście, że przez pięć lat zakup nowych solariów był hamowany. To, co także jest niekorzystne, to fakt, że w wielu krajach brakuje kontroli.

    Norma ma taką siłę, jak kontrole wykonywane w celu jej zapewnienia.

    Jeżeli wolno nam jechać samochodem 80 km/h, ale wiemy jako posiadacz samochodu, że nie ma kontroli, wielu z nas nie będzie zważać na dozwolone 80 km/h. W naszym wypadku prowadzi to znów do nieuczciwej konkurencji, przez co ci, którzy chcą dobrze, często w rezultacie muszą podporządkować się większości. Jesteśmy zwolennikami wyraźnych regulacji oraz stosowania jednoznacznego systemu kontroli. W Holandii szybkie wprowadzenie regulacji doprowadziło do spokoju. Klienci nie odeszli, średnio trochę dłużej się opalają. W sumie doprowadziło to do wyższego stopnia zapełnienia studiów solaryjnych.

    S & F: Wracając do nowych urządzeń. Postawiliście na sprawdzone rozwiązania jeśli chodzi o opalanie i zdecydowanie ulepszyliście możliwości obsługi urządzenia od strony personelu salonu. Jak te nowinki odebrał rynek?

    DvdL: Bardzo dobrze. Nowe urządzenia wyposażone są w wiele udogodnień przez zastosowanie innowacyjnych rozwiązań, dzięki którym standardowy personel studia może sam wykonywać wszystkie regularnie powtarzające się prace konserwa- cyjne.

    S & F: Kabina opalająca w nowych realiach (dłuższe opalanie – w kontekście 0,3) – mocna strona Luxury – czy w tym zakresie rola kabin słabnie? A może macie nowy pomysł na ich nowe życie?

    DvdL: W ramach normy 0,3 udział kabin solaryjnych w ofercie rynkowej zmaleje. Ale segment ten pozostanie. Określeni odbiorcy po prostu wolą stać niż leżeć. Myślę, że rozsądne jest inwestowanie w opcje work out, jak np. nasza podłoga wibracyjna. Dzięki temu stanie staje się czynnością i nie nudzi się.

    S & F: Jak ocenia Pan obecnie potencjał rynku solaryjnego. Czy nastąpi dalszy rozwój branży? Czy też raczej dochodzimy do sytuacji, że liczba salonów pozostanie na niezmienionym poziomie, ale za to zdecydowanie poprawi się ich park maszynowy?

    DvdL: Jeśli mam mówić o Polsce, oceniam, że branża solaryjna będzie się stabilizować i że salony solaryjne będą (muszą) stawać się profesjonalne. Widzę także, że powstaje więcej ośrodków łączonych, w których oferuje się różne usługi.

    Na całym świecie jest jeszcze wiele krajów, w których branża może się rozwijać.

    Ogólnie rzecz biorąc ważne jest też jaki jest wizerunek mody. Obecnie zauważa się tendencję, aby nie wyglądać na zbyt opalonego, ale za kilka lat może się to zmienić jeśli świat mody znów zacznie pokazywać modeli ze zdrową opalenizną zamiast tych bardzo bladych obecnie.

    S & F: Pana wizja branży solaryjnej na powiedzmy najbliższe 5 lat.

    DvdL: Przyszłość nie jest pewna, szczególnie przez czynniki makroekonomiczne. Czy Europa pozostanie przy euro? Jakie kraje będą miały kłopoty, i czy innych pociągną za sobą? Czy świat finansowy się utrzyma? Jeżeli założymy, że nie dojdzie do jakichś szczególnie nieprzewidywalnych sytuacji, oceniamy, że branża będzie musiała sobie poradzić jeszcze z kilkoma cięższymi latami. Latami, w których dojdzie do pewnego rodzaju sprzątania. Sprzątania, po którym jeśli za dziesięć lat popatrzymy wstecz, zobaczymy, że został zdrowy rynek solaryjny. I w rezultacie będziemy mogli być z tego zadowoleni. Po dwóch latach oczekujemy pierwszych wyraźnych oznak wzrostu.

    S & F: Hapro stawia na jakość i niezawodność, a nad czym będzie pracować przez najbliższe lata?

    DvdL: Hapro będzie się kierować na rozwijanie elementów przyjaznych klientowi oraz wprowadzanie aparatury o nowoczesnym i atrakcyjnym wzornictwie. W dziedzinie technologii mamy także nadzieję, że długoterminowo uda nam się dokonać przełomowych rzeczy, ale w tej chwili nie mogę na ten temat wiele powiedzieć.

    Ważnym elementem są inwestycje w marketing.

    Lansując nowe X5 i X7, zainwestowaliśmy także w świeży nowy styl. Styl, dzięki któremu nasi klienci będą mogli także zachęcać swoich klientów. Styl marketingu wyrażający sukces, dynamikę, zabawę i imprezowanie. Znów zainwestowaliśmy w odlotowe sesje z własnymi modelami w stylu Miami. Można to zobaczyć na www.facebook.com/ilikeluxura.

    S & F: Prywatnie, na jakim urządzeniu lubi się Pan najbardziej opalać?

    DvdL: W domu chętnie korzystam z mojego Hapro Innergize. To urządzenie bardzo łatwo zamykane z funkcją combi zarówno dla UV jak i podczerwieni. Bardzo dobre dla moich mięśni po ćwiczeniach sportowych. W firmie najchętniej korzystam z X10. Dużo przestrzeni, wspaniały komfort. Podłączam smartphone’a Sound Around na max i to mi się podoba.

    S & F: Zmieniając temat. Z pewnością jest Pan kibicem piłkarskim, dlaczego Polska wygra Mistrzostwa Europy 2012? Dodam, że w finale pokona Holandię 4:1.

    DvdL: No tak, mam nadzieję, że Was nie urażę, ale w moich typach piłki nożnej nie stawiam na Was jako na zwycięzców. Ale na Holandię też nie. Obawiam się, że jednak będą to Niemcy lub Hiszpania. Myślę, że Polska zagra dobre mecze. Zaszczyt grania takich mistrzostw we własnym kraju musi dodać tym chłopcom skrzydeł.

    S & F: Dziękujemy serdecznie za rozmowę.



    Red.

    Spis treści

     

     

    Skąpana w błękicie oceanu...


    Tegorocznym motywem przewodnim letnich kolekcji makijażu są nasycone odcienie niebieskiego: od szafirowego, przez chabrowy do granatu oraz morskiej zieleni złamanej barwą turkusu.

    Propozycji na wprowadzenie tych odcieni do makijażu jest kilka, jednak najpiękniej prezentują się w połączeniu z delikatną, promienną cerą, subtelnym rysunkiem kości policzkowych oraz neutralnymi, błyszczącymi ustami.

    Słoneczny styl marki Dior dodaje kobietom niesamowitego szyku i blasku. To makijaż utrzymany w świeżym i wielobarwnym klimacie, tajemnicą którego jest kolor. Gdzieś pomiędzy odcieniami piasku rozżarzonego blaskiem słońca a morskim błękitem, cienie mieniąc się na powiekach ucieleśniają kontrast między kąpielą słoneczną a zanurzeniem w oceanie. Makijaż jest niezwykle zmysłowy, wykończony z prawdziwie francuskim szykiem. Monochromatyczne odcienie beżu i subtelnego, pełnego blasku różu, wspaniale współgrają wydobywając naturalną cerę, podkreślając kości policzkowe oraz stanowiąc bazę dla makijażu oka. Wspaniały powiew świeżości wnosi muśnięcie kolorem powieki, czyli przykuwający uwagę liner w wibrującym kolorze turkusowym. Usta dopełniają całości stylizacji i są niczym zachód słońca, skąpane w pomarańczowo-różowych odcieniach.

    Marka Make Up For Ever prezentuje letnią, lekką wersję niezwykle lubianego makijażu smoky eye. W tym makijażu niezwykle ważna jest promienna cera, muśnięta blaskiem słońca, stanowiąca czyste tło dla wyrazistych oczu. Letnie smoky jest niezwykle proste w wykonaniu za sprawą wodoodpornych cieni zamkniętych w wygodnej grubej kredce. Świetliste beże oraz subtelne róże nałożone palcem na całą powiekę to dobra propozycja nawet dla zapracowanych kobiet. Dla wzmocnienia efektu, można zwiększyć liczbę warstw lub na cień w kredce nałożyć cień sypki. Efekt, do wyboru: mat bądź połysk. Beżowa wersja smoky byłaby nudna, gdyby nie kontrastowy kontur w odcieniu głębokiego wibrującego granatu, dodający niewątpliwego smaczku. Dla tak wyrafinowanego oka, usta nie mogą być konkurencją, barwa koralowa z odrobiną połysku zapewni wizerunek modnej, energicznej kobiety.

    Transparentna cera, brzoskwiniowe kości policzkowe i subtelna czerwień na ustach to znak rozpoznawczy zwolenniczek letniego makijażu marki Mac. Marynarski szyk, nawiązujący do seksownych pin-up girl zachwyca prostotą i elegancją. Trudno określić co jest na pierwszym planie, ponieważ wszystkie elementy makijażu stanowią spójną całość. Od charakterystycznych „ostro” zaznaczonych brwi, koniecznie w kolorze harmonizującym z barwą włosów, przez energetyczne, smoky eye w barwie oceanu, rozświetlone biało-beżowym akcentem w wewnętrznym kąciku i wykończone morskim odcieniem kredki w linii wodnej powieki, stanowiącej prawdziwie wakacyjny detal, po wspaniałe, pełne usta w barwie stonowanej czerwieni. Cóż za konsekwencja w przeniesieniu charakterystycznych marynistycznych odcieni do makijażu!

    Letnia kolekcja Isadory nosi tajemniczą nazwę papagayo, a inspirację dla niej stanowiły barwne pióra papuzie. Czerwień, pomarańcz, zieleń i błękit – te barwy przywołują widok egzotycznej wyspy, promieniującej feerią soczystych odcieni. Makijaż oczu jest niczym kąpiel w bezkresie oceanu, natomiast usta są soczyste, jakby muśnięte sokiem tropikalnego owocu.

    Charakterystyczny dla letniego korowodu jest makijaż paznokci.

    Lato pozwala na eksperymenty, a odcienie lakierów kuszą paletą soczystych odcieni. Dobra wiadomość jest taka, że nie musimy ograniczać się do jednego koloru... Może warto zaszaleć i pomalować każdy paznokieć inaczej? Pozdrawiam słonecznie i życzę Paniom wielu soczystych inspiracji!



    Renata Anna Godlewska

    Mistrzyni Polski w makijażu.
    Dyrektor Artystyczna magazynu
    MAKE-UP trendy

    Spis treści

     

     

    Narzędzie zabiegowe ozdobą gabinetu


    Przepiękne misy dźwiękowe, nazywane potocznie „misami tybetańskimi”, częściej wykorzystywane są jako ozdoba gabinetów niż narzędzie terapeutyczne.

    Dlaczego? Czyż ładniej wyglądają niż grają?

    Egzotyczny element

    Wiele miejsc z odnową biologiczną zachłysnęło się egzotyką. Dla wielu ludzi korzystających z takich miejsc egzotyka sama w sobie ma coś z magii, co sprawia przeniesienie w inny świat. Nawet wtedy, gdy tej egzotyki jest tylko namiastka.

    Skojarzenia z ciepłem, piękną plażą, zapachem przypraw i ziół, zwiększa możliwości relaksu.

    Przybliża do słońca, wakacji, chwil, podczas których nie musimy „walczyć” z czasem, chwil, w których możemy zatracić się w marzeniach, spacerach, spokoju. Dlatego wiele salonów, czasami nawet bez bogatej oferty zabiegów egzotycznych, wprowadza u siebie elementy dekoracji egzotycznych. Misa tybetańska nie potrzebuje specjalnego miejsca, stojaka czy pielęgnacji, jest więc bardzo wygodnym elementem dekoracyjnym. Nie jest też bardzo droga w porównaniu np. z gongiem, który trudniej zakupić jako ozdobę. Poza tym wygląda oryginalnie i pięknie.

    Piękno i oryginalność mis

    Każda misa ma nieco inny kształt, wagę i wielkość. Spowodowane jest to jej ręcznym wykonaniem. Nie ma taśmy produkującej misy dźwiękowe, w każdą wkładana jest ciężka praca ludzi. Przez wiele godzin od 4 do 6 osób wykuwa misę z odlanej wcześniej metalowej płyty. Z płyty o wadze ok. 750 g powstaje misa ważąca ok. 600 g. Całkowity czas pracy w przypadku takiej misy, aż do momentu opuszczenia warsztatu, wynosi ok. 8 godzin. Podstawowym składnikiem mis dźwiękowych ACAMA (bo o takich właśnie mowa) jest brąz uzupełniany innymi metalami. Misy ACAMA zbudowane są ze stopu 12 metali. Aby zachować ducha tradycji i niezmienny skład stopu mis, bardzo ważne jest dokładne przestrzeganie proporcji zawartych w recepturze. Stąd właśnie oryginalne piękno, ale i niesamowicie czyste dźwięki, nadające się do terapii.

    Prastara historia

    Historia mis prawdopodobnie sięga czasów mitycznego kontynentu Atlantis i przetrwała głównie w tradycji ustnej. Wierzono, że z wykorzystaniem dźwięków płynących z mis grających, jego mieszkańcy potrafili uwalniać siły kosmiczne i nimi kierować. Dźwięki generowane przy pomocy mis odgrywały istotną rolę w kultach religijnych. U podstaw masażu dźwiękiem leży prastara wiedza o istocie oddziaływania dźwięku, która już ponad 5000 lat temu znalazła swoje zastosowanie w hinduskiej sztuce uzdrawiania. Zgodnie z wyobrażeniami ludzi Wschodu, człowiek powstał z dźwięku, zatem sam jest dźwiękiem. Jedynie żyjąc w harmonii ze sobą i swoim otoczeniem człowiek jest w stanie przeżywać własne życie w sposób wolny i kreatywny.

    Wystrój wnętrz

    Bardzo często spotykam misy dźwiękowe na parapetach, komodach, wśród kamieni i kadzidełek. Widziałam małe i duże, do których można dosłownie wejść. Ale z reguły tylko stoją i zachwycają wyglądem, rzadko kiedy wykorzystywane są do zabiegów. I wcale nie chodzi tutaj o zabiegi egzotyczne. Każda misa ma swoją barwę tonu, każda więc działa nieco inaczej, każda ma inną siłę, gdyż wydaje inną falę dźwięku.

    Zamiast jedynie eksponować misy, można je wykorzystać do wielu zabiegów.

    Misy robione ręcznie nigdy nie będą tak samo grały jak u konkurencji. Mało tego, w zależności od okoliczności, będą wydawały także nieco inne tony. Będą bardziej stłumione, cichsze, mocniejsze bądź bardziej dźwięczne. Jak każda fala, tak i fala dźwiękowa, napotykając na swojej drodze różne elementy, musi z nimi walczyć. Walczący dźwięk rozprasza się bardziej lub mniej, nadając fali nieco inne brzmienie.

    Wprawiony terapeuta

    Masażyści, którzy przeszli odpowiednie szkolenia, potrafią doskonale określić dźwięki tych fal. Wiedzą dlaczego jedna jest bardziej stłumiona od drugiej, i w której części naszego ciała doszło do blokady, blokady tłumiącej dźwięk. Dlatego oprócz zaopatrzenia się w piękne misy, dobrze jest zatrudnić masażystę, który operuje dźwiękiem. Takiego, który będzie miał doskonały słuch muzyczny, ale także odpowiednie podejście do pracy z ciałem. Czyli wiedzę terapeutyczno-kosmetyczną.

    Wykorzystanie mis

    Warto wykorzystywać misy dźwiękowe w nieco szerszym stopniu, niż tylko jako ozdoba gabinetu. Podczas zabiegów na ciało, podczas maseczek na twarz, podczas zabiegów w basenach. Wszędzie tam, gdzie podczas zabiegu możemy uderzyć pałeczką w ściany misy, aby wywołać falę dźwiękową. Falę, która przenikając komórki organizmu, będzie subtelnie masowała całe ciało i dodatkowo rozluźni spięte mięśnie, powodujące ból. Fale, dzięki którym preparaty będą się szybciej wchłaniały, a goście w gabinetach łatwiej wchodzili w stan relaksu oraz płynniej zasypiali. Reasumując, szybciej i przyjemniej można zrelaksować gości w salonach dodając do zabiegów dźwięki mis. Wpływ dobroczynnych wibracji z pewnością spowoduje pozytywne nastawienie do otaczającego nas świata.



    Iwona Galacka

    Partner w branży SPA & Wellness.
    Doradca, szkoleniowiec, audytor.

    Spis treści

     

     

    Nowy wymiar ćwiczeń
    HydroBike by Vacu Activ


    Po raz kolejny firma Vacu Activ zaprezentowała produkt charakteryzujący się innowacyjnym podejściem do ćwiczeń fizycznych.

    Zastosowano w nim najnowsze technologie i funkcje, umożliwiające ćwiczenia osobom w każdym wieku, przy jednocześnie maksymalnie uproszczonej obsłudze.

    HydroBike określa nowe kierunki rozwoju całej branży fitness.

    Vacu Activ po raz kolejny udowadnia, że jest innowacyjną firmą nie bojącą się wytyczać nowe szlaki i podejmować kolejne wyzwania.

    Innowacyjność

    Niespotykane dotąd na polskim rynku połączenie trzech elementów: wody, roweru i hydromasażu. Korzystanie z rowerka w połączeniu z hydrostatycznym oporem wody prowadzi do wymiernych efektów bez konieczności bardzo intensywnego treningu fizycznego. Rekomendowana temperatura wody 28-30°C, pozwala stworzyć idealne warunki do delikatnych i relaksujących ćwiczeń.

    Niespotykane połączenie funkcji

    HydroBike jest wyposażony w lampy do chromoterapii, znanej pod każdą szerokością geograficzną terapii z użyciem kolorów. Zmienność oświetlenia środowiska wpływa korzystnie na proces odprężenia. Zastosowanie ozonu pozwala na wspomaganie naturalnych procesów łuszczenia się skóry. W kontakcie z wodą, ozon zmienia się w tlen skutecznie usuwający martwe komórki skóry. W trakcie trwania zabiegu, ukierunkowany hydromasaż sprzyja skutecznej relaksacji i korzystnie wpływa na kolor i elastyczność skóry. Dysze do hydromasażu są skierowane na czułe strefy, natomiast efekt drenażu aktywuje system limfatyczny ćwiczącego. Pozwala to skutecznie zniwelować efekt „pomarańczowej skórki”. Skutkiem korzystania z roweru, zamkniętego w szczelnym środowisku wodnym jest kształtowanie sylwetki poprzez zamianę tkanki tłuszczowej w mięśnie. Opór hydrostatyczny wody dodatkowo przyspiesza ten proces.

    Szybko prowadzi do osiągnięcia dobrych rezultatów w walce z cellulitem.

    Skuteczność niezależna od wieku

    Bez obciążenia dla stawów, HydroBike przynosi rezultaty osobom w każdym wieku. Zarówno oczekującym estetycznych zmian, jak i relaksu podczas ćwiczeń fizycznych. Ćwiczenia fizyczne podczas sesji poprawiają krążenie limfy i skutkują efektem drenażu oddziałującego na tkankę tłuszczową. Natomiast ozon uwalniany podczas zabiegu ma działanie zbliżone do mikropeelingu skóry dzięki produkcji tlenu.

    Zaawansowane funkcje bardzo proste w obsłudze

    HydroBike jest komfortowy zarówno dla osoby korzystającej z niego, jak i pracowników. Wprowadzone innowacyjne rozwiązania pozwoliły na skuteczną obsługę urządzenia poprzez kilka prostych czynności. Dzięki temu urządzenie nie wymaga przechodzenia specjalistycznych treningów przez obsługujące je osoby. Zastosowanie nowoczesnych materiałów pozwala na łatwe czyszczenie urządzenia, dzięki czemu zachowa ono swój piękny wygląd przez długie lata.

    HydroBike to zaawansowana technologia, bogate wyposażenie oraz mnogość funkcji zamkniętych w szczelnej kapsule o nowoczesnym designie.

    Zalety HydroBike:
    • Ćwiczenia fizyczne w wodzie w kapsule SPA (nie tak trudne jak ćwiczenia w basenie).
    • Maksymalna higiena (zmiana wody po każdym zabiegu).
    • Prostota użytkowania.
    • Nie wymaga opieki profesjonalnego operatora.
    • Elastyczne terminy zabiegów.




    Spis treści