SPIS TREŚCI (3/2012)

BEZPIECZNE OPALANIE
   Ryzyko zachorowania na raka w świetle badań naukowych10
PORADY
   Pierwszy krok do zmiany myślenia16
   Nowoczesna kosmetyczka w salonie SPA46
   Zdrowe włosy? Naturalnie!60
TECHNIKA
   Dominujące, a jakże ważne V18
WYWIAD
   Psychologia koloru w biznesie24
   Kobieta w gabinecie masażu, cz. I48
MARKETING
   Pięć kroków do zaprojektowania logo salonu26
   wSPAniała obsługa?62
   Skutki obniżania cen w SPA72
   Gadżety reklamowe a świadomość marki, cz. II82
INWESTYCJE
   Wygląd salonu kosmetycznego28
PIELĘGNACJA
   Hammam – rytuał oczyszczenia30
JUBILEUSZ
   Pielęgnacja w zgodzie z naturą34
PREMIERA
   Przebarwieniom Stop!36
KOSMETYKA
   Potrójny efekt modelowania38
   Złoty eliksir młodości40
   Skuteczne modelowanie ciała42
ZABIEGI
   Młodość w każdej komórce44
TRENDY
   Czekoladowe kosmetyki 52
ZDROWIE
   Płatki śniadaniowe54
   Co Ci szkodzi?74
MAKIJAŻ
   Czyste minerały dla zdrowia Twojej skóry56
   Nadaje głębi spojrzeniu58
ODNOWA BIOLOGICZNA
   Rewolucja w odchudzaniu!64
   Z nami odchudzisz się bezstresowo70
ZARZĄDZANIE
   Wellbusiness66
RELAKS
   Energetyczny Meridian78
RELACJE
   Gwiazdorski weekend w Muszynie80
NOWOŚCI
   Urządzenia, lampy, kosmetyki84

 

W numerze 3/2012 polecamy Państwa uwadze następujące artykuły:

  • Ryzyko zachorowania na raka w świetle badań naukowych (10-14)
  • Pierwszy krok do zmiany myślenia (16-17)
  • Dominujące, a jakże ważne V (18-22)
  • Hammam - rytuał oczyszczenia (30-32)
  • Płatki śniadaniowe (54-55)
  • Wellbusiness (66-68)
  • Skutki obniżania cen w SPA (72-73)

  •  

     

    Ryzyko zachorowania na raka
    w świetle badań naukowych


    U ludzi promieniowanie UV pochodzące ze słońca i łóżek opalających jest głównym źródłem witaminy D, a badania naukowe ostatniej dekady podkreślają, jak ważne znaczenie dla zdrowia ma ta właśnie witamina.

    Mimo to wiele autorytetów w dziedzinie zdrowia nadal ostrzega przed promieniami UV, ponieważ podejrzewa się je o wywoływanie raka skóry. Niedawno prowadzone prace przeglądowe miały na celu zbadanie, jaki wpływ na zdrowie mają: promieniowanie słoneczne, łóżka opalające oraz witamina D.

    Naukowcy przyjrzeli się danym uzyskanym w różnym czasie u populacji z różnych szerokości geograficznych. Ich celem było zbadanie, jaki związek ma złośliwy czerniak skóry z korzystaniem z łóżek opalających, witaminą D i działaniem promieni UV.

    Odkryli oni, że częste korzystanie z łóżek opalających nie ma związku z zachorowaniem na czerniaka.

    Według tych autorów:

    „Z obawy przed rakiem skóry, organy odpowiedzialne za ochronę zdrowia ostrzegają przed ekspozycją na promienie słoneczne i korzystaniem z solariów. Być może potrzeba zmian zarówno w tego rodzaju polityce, jak i w zalecanych dawkach witaminy D.”

    oraz:

    „... Korzyści dla zdrowia wynikające z wyższego poziomu witaminy D mogą być ważniejsze, niż możliwe zwiększone ryzyko [zachorowania na złośliwego czerniaka skóry] spowodowane kontrolowaną ekspozycją na promieniowanie UV.”

    Ivan Oransky, redaktor naczelny „Reuters Health” zauważył, że realne ryzyko zachorowania na raka skóry spowodowane opalaniem w solarium jest mniejsze niż trzy dziesiąte procenta – i nawet wtedy pojawia się jedynie w przypadku notorycznie nadmiernej ekspozycji.

    Ekspozycja na promienie słoneczne a rak skóry

    Autorzy wspomnianych badań stwierdzili, że mimo iż ekspozycja na działanie promieni słonecznych jest powszechnie uważana za główną przyczynę powstawania złośliwego czerniaka skóry (najgroźniejszego raka skóry dalej nazywanego czerniakiem), sprawa ta NIE JEST jeszcze do końca wyjaśniona.

    Powyższa teoria jest nadal w trakcie dyskusji, a podczas jej analizy badacze przyglądają się zarówno argumentom za, jak i przeciw.

    Autorzy z nutką ironii stwierdzają, że „prawdopodobnie mamy tu do czynienia z kilkoma czynnikami, co można zobrazować pokazując zależność częstości zachorowań na czerniaka od produktu krajowego brutto”. Wymieniają również listę zależności zachorowań na czerniaka od ekspozycji na promienie słoneczne, które można znaleźć w literaturze medycznej, np.:

    Okresowa ekspozycja na promienie słoneczne i silne oparzenie słoneczne w dzieciństwie wiążą się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na czerniaka.

    Ekspozycja związana z pracą, na przykład u rolników i rybaków oraz regularna ekspozycja weekendowa wiążą się z obniżonym ryzykiem zachorowania na czerniaka.

    Ekspozycja na promienie słoneczne wydaje się chronić przed czerniakiem na obszarach skóry nie wystawionych na działanie słońca, a czerniak pojawiający się na skórze z dużą ekspozycją na promienie UV ma najlepsze rokowania.

    Pacjenci z najwyższym poziomem witaminy D we krwi mają łagodniejsze postacie czerniaka i lepsze rokowania przeżycia niż ci z najniższym poziomem witaminy D.

    A co z łóżkami opalającymi – są bardziej niebezpieczne niż regularna ekspozycja na promienie słoneczne? Jak być może Państwu wiadomo, władze USA nałożyły na usługi świadczone przez solaria 10% podatek, aby odwieść ludzi od korzystania z tak „szkodliwych dla zdrowia” miejsc; posunięcie niewątpliwie krótkowzroczne i niemądre zważywszy na to, że w USA powszechny jest niedobór witaminy D.

    Jeżeli chodzi o łóżka opalające, nauka dochodzi do sprzecznych wniosków: niektóre badania pokazują, że nie mają one wpływu na ilość zachorowań na raka skóry, podczas gdy inne udowadniają, że liczba tych zachorowań jest wyższa u ludzi korzystających z solariów. Powodem takich sprzecznych konkluzji mogą być różnice w stosunku promieniowania UVA do UVB oraz ich nasilenia w różnych rodzajach łóżek opalających.

    Co sprawia, że łóżka opalające są bezpieczne?

    Jestem przekonany, że to rodzaj łóżka opalającego może być czynnikiem decydującym o tym, czy dane łóżko ma korzystny, czy szkodliwy wpływ na zdrowie. Bezpieczne łóżka opalające mają mniej szkodliwego promieniowania UVA niż słońce, podczas gdy niebezpieczne emitują więcej tego promieniowania, a to właśnie promienie UVA, które przenikają skórę głębiej niż UVB, są prawdopodobnie ważniejszym czynnikiem powodującym starzenie się skóry, powstawanie zmarszczek i zachorowania na raka skóry.

    Ważne przy wyborze łóżka jest także to, jakie wykorzystano w nim dławiki. Większość łóżek ma dławiki elektromagnetyczne, które, jak dobrze wiadomo, są źródłem pola elektromagnetycznego mogącego powodować raka.

    Jeżeli leżąc na łóżku opalającym słyszysz głośne „buczenie”, oznacza to, że łóżko to wyposażone jest w dławiki elektromagnetyczne. Zdecydowanie odradzam korzystanie z takich łóżek. Polecam natomiast korzystanie z łóżek wyposażonych w dławiki elektroniczne.

    Urządzenia do opalania wysokiej jakości są bezpieczne, jeżeli przestrzega się prostej zasady, aby nigdy nie dopuścić do oparzenia skóry. Skóra powinna się jedynie bardzo delikatnie zaróżowić. Amerykańska Agencja do Spraw Żywności i Leków (FDA) wydała bardzo restrykcyjne wytyczne, które prawdopodobnie doprowadzą do tego, że większość ludzi będzie cierpiała na niedobór witaminy D.

    FDA zaleca, aby odczekać 24-48 godzin między kolejnymi sesjami opalania, ponieważ potrzeba przynajmniej 24 godzin, aby zniknął rumień po opalaniu. Taki plan ekspozycji można nazwać OPALANIEM KONTROLOWANYM, które jest bardzo bezpiecznym sposobem korzystania z dobrodziejstw kąpieli słonecznych w pomieszczeniu zamkniętym. Jest ono najlepsze podczas pierwszych ekspozycji na promienie słoneczne. Najlepiej byłoby przestrzegać tej zasady także po korzystaniu ze słońca. Jednak kiedy skóra jest już opalona, można bezpiecznie zwiększyć częstość opalania do jednej ekspozycji dziennie.

    Jeżeli ekspozycja na promienie słoneczne zwiększa ryzyko zachorowania na raka, jak wielkie jest to ryzyko?

    Jeżeli przyjrzymy się badaniom wskazującym na zwiększone ryzyko zachorowania na raka skóry spowodowane ekspozycją na promienie słoneczne, chcemy wiedzieć, jak wielkie jest to ryzyko. W zeszłym roku Ivan Oransky, lekarz i redaktor naczelny „Reuters Health”, napisał na ten temat znakomity reportaż.

    Co roku w maju, kiedy promienie słoneczne zaczynają powoli przeganiać zimową chandrę, media zaczynają zmasowany atak reklamami ostrzegającymi przed rakiem skóry, próbując wszystkich przekonać, że słońce jest ich wrogiem. Wiele z tych reklam zawiera dane statystyczne Światowej Organizacji Zdrowia stwierdzające, że „korzystanie z solariów przed ukończeniem 35. roku życia zwiększa o 75% ryzyko zachorowania na czerniaka”.

    Przerażające, ale czy prawdziwe?

    „Co to naprawdę oznacza? Czy o 75% większe od już wysokiego ryzyka, czy od niewielkiego?” pisze Oransky.

    „Jeśli przeczytasz opublikowany przez FDA artykuł ‘Opalanie się w Solariach: Ryzyko Związane z Promieniowaniem Ultrafioletowym’ lub jakieś inne dokumenty WHO albo fundacji zajmujących się rakiem skóry, nie dowiesz się, jakie jest rzeczywiste ryzyko. Hiran Ratnayake, dziennikarz zajmujący się kwestiami medycznymi, przyjrzał się problemowi po wprowadzeniu prawa ograniczającego dostęp nastolatków do salonów solaryjnych. Dowiedział się, że wspomniane 75% uzyskano w oparciu o analizę przeglądową pewnej liczby badań, z których najobszerniejsze śledziło losy ponad 100.000 kobiet przez okres ponad ośmiu lat.

    Jednak, jak zauważył Ratnayake, badanie to 'pokazało, że mniej niż trzy dziesiąte procenta osób regularnie się opalających zachorowało na czerniaka, podczas gdy spośród ludzi nie opalających się na czerniaka zachorowało mniej niż dwie dziesiąte procenta'. Tak naprawdę daje to wzrost ryzyka o 55%, ale w połączeniu z innymi badaniami otrzymano średnią 75%.

    Innymi słowy, nawet jeżeli ryzyko zachorowania na czerniaka było o 75% większe niż dwie dziesiąte procenta, a nie o 55%, nadal będzie ono dużo niższe niż jeden procent”.

    Tak więc, nawet jeżeli pod względem statystycznym jest to prawda, w istocie rzeczy jest ona myląca i powoduje niepotrzebny strach. Tymczasem ryzyko powstania raka skóry w wyniku ekspozycji na promienie słoneczne jest nadal, w najgorszym przypadku, mniejsze niż jeden procent. Należy przy tym pamiętać, że ta przesadzona taktyka zastraszania zapomina wspomnieć o pozytywnych stronach korzystania ze słońca, to jest o radykalnym zmniejszeniu ryzyka zachorowania na częściej występujące postacie raka, to jest na raka piersi, prostaty i odbytnicy.

    Jaka jest różnica między ryzykiem względnym i bezwzględnym?

    Oransky wyjaśnia w swoim artykule, jak ważna jest ta właśnie różnica:

    „Ryzyko bezwzględne podaje tylko, jakie jest prawdopodobieństwo, że coś się stanie, podczas gdy ryzyko względne mówi, jakie jest to ryzyko w porównaniu do innego ryzyka i podaje je jako proporcję. Jeżeli ryzyko jest na przykład dwukrotnie większe, daje to ryzyko względne w wysokości 2, albo inaczej 200%. Jeżeli stanowi połowę, określa się je jako 0,5 lub 50%. Ogólnie biorąc, kiedy mamy małe ryzyko bezwzględne, tak jak jest w przypadku czerniaka, różnice ryzyka względnego będą się wydawały dużo większe niż różnice ryzyka bezwzględnego.

    Widać, jak można spekulować danymi, aby czegoś zabronić, albo, jak w przypadku jakiegoś nowego leku, aby pokazać jego rewelacyjne działanie – wykorzysta się wtedy ryzyko względne. …Kiedy więc przeczytasz, że jakieś badanie pokazało, że coś podwaja ryzyko jakiejś strasznej choroby, zapytaj: podwaja jaką liczbę?”.

    Łóżka opalające redukują ryzyko zachorowania na dziesięć razy więcej rodzajów raka niż wywołują.

    Innym ważnym czynnikiem jest witamina D, która może zmniejszyć ryzyko zachorowania na wiele innych rodzajów raka oraz na choroby przewlekłe.

    Według cytowanych badań:

    „… szacuje się, że zwiększona ekspozycja na światło słoneczne wśród Norwegów może w najgorszym przypadku powodować o 200-300 zgonów na czerniaka więcej na rok, natomiast podnosi poziom witaminy D o około 25 nmol/l i tym samym może obniżyć o 4000 liczbę nowotworów narządów wewnętrznych i o około 3000 liczbę zgonów ogółem.

    Brak ekspozycji na światło słoneczne jest powodem większej ilości problemów zdrowotnych niż tylko choroby kości i zwiększone ryzyko zachorowania na raka. Słońce chroni też przed chorobami zakaźnymi i chorobami nie-nowotworowymi (cukrzyca, choroby układu krążenia, stwardnienie rozsiane i choroby psychiczne).”

    Jestem przekonany, że warto zaryzykować ekspozycję na promienie słoneczne lub korzystanie z bezpiecznego łóżka do opalania, ponieważ zwiększony poziom witaminy D chroni przed tak wieloma zwykłymi i śmiertelnymi chorobami i nowotworami... Istnieją przekonujące dowody na to, że ekspozycja na promienie słoneczne tak naprawdę chroni przed zachorowaniem na czerniaka – najniebezpieczniejszym nowotworem skóry.

    Ekspozycja na promienie słoneczne jest NAJLEPSZYM sposobem uzyskania optymalnego poziomu witaminy D.

    Moim zdaniem, bezpieczne łóżko opalające jest drugim po ekspozycji na naturalne promienie słoneczne idealnym sposobem na uzyskanie optymalnego poziomu witaminy D (w przeciwieństwie do uzyskiwania jej ze wzbogaconego pożywienia czy suplementów). Niedawno ukazał się wywiad z dr Stephanie Seneff, w którym wyjaśnia ona, jak witamina D – szczególnie uzyskiwana przez ekspozycję na promienie słoneczne – wpływa na poziom zdrowego cholesterolu i siarki, podkreślając jednocześnie, jak ważne jest uzyskiwanie witaminy D dzięki słońcu.

    W skrócie: kiedy wystawiamy skórę na promienie słońca lub opalamy ją na bezpiecznym łóżku opalającym, nasza skóra syntetyzuje siarczan witaminy D. Ta forma witaminy D jest rozpuszczalna w wodzie, w przeciwieństwie do suplementów witaminy D podawanych doustnie, które nie są siarczanami. Rozpuszczalna w wodzie forma może bez przeszkód podróżować we krwi, podczas gdy druga potrzebuje do tego tak zwanego „złego cholesterolu”. Dr Seneff podejrzewa, że doustnie podawana forma witaminy D nie występująca w formie siarczanu może nie być tak korzystna, jak ta produkowana w skórze pod wpływem słońca, ponieważ ta pierwsza nie może zostać przekształcona w siarczan.

    Moim zdaniem, powyższe argumenty przemawiają za tym, aby pozyskiwać całą potrzebną witaminę D z ekspozycji na promienie słoneczne albo z korzystania z bezpiecznego łóżka do opalania. Dopiero wtedy, kiedy niedostępna będzie żadna z powyższych opcji, powinno się przyjmować suplementy witaminy D doustnie.

    Zgadza się ona co do tego, że ekspozycja na promienie słoneczne jest najlepszym rozwiązaniem, jako że poprawia stan naszego zdrowia także na inne sposoby. Jej brak okazuje się być podłożem wielu często spotykanych problemów zdrowotnych, które mogą się jeszcze pogłębić przez restrykcyjne unikanie słońca. Niedobór witaminy D jest w końcu, historycznie biorąc bardzo świeżym problemem.

    „Uważam za oczywiste, że niedobór ten jest spowodowany uprzemysłowieniem,” mówi. „… Wszyscy pochowaliśmy się w swoich domach. Nawet w San Diego, gdzie mieszkam, kiedy zmierzyli mi poziom witaminy D, okazało się, że wynosi 18 ng/ml.

    Zrobiliśmy naukowy eksperyment, który miał pokazać, jak w moim wieku – wiek jest istotnym czynnikiem jeśli chodzi o absorpcję – uzyskać wystarczającą ilość promieni słonecznych. Okazało się, że potrzeba 15 do 20 minut dziennie w godzinach szczytu promieni UV, czyli między godziną 10 i 14, codziennie, z ciałem odkrytym w 40 procentach. …Zachęcam ludzi do korzystania ze słońca. Moja jedyna rada brzmi następująco: nie dopuszczajcie do oparzeń. To wszystko.”



    Dr Joseph Mercola

    Spis treści

     

     

    Pierwszy krok do zmiany myślenia


    Myślenie jest nawykiem. Sposób w jaki myślimy, sposób w jaki interpretujemy rzeczywistość, to procesy, które zachodzą w naszej głowie automatycznie. To utarte przez lata wzorce myślenia, które niełatwo jest zmienić.

    Tymczasem, tak jak dążymy do udoskonalenia swojej sylwetki uprawiając sport i dbając o zdrową dietę, tak samo możemy troszczyć się o to, co się dzieje w naszym umyśle.

    Gdy nauka idzie w las

    Umysł jest leniwy. Jest przyzwyczajony do podążania tym samym torem przez lata. Tak jak nawyki dotyczące zachowań kształtują się od dzieciństwa, tak samo kształtują się nawyki związane z myśleniem. Sprawę utrudnia fakt, iż często wychowywani jesteśmy w poczuciu okazywania posłuszeństwa, wręcz uległości w stosunku do osób starszych, ważniejszych, cieszących się autorytetem, prestiżem, władzą.

    Nieposłuszeństwo wobec rodzica najczęściej ma negatywne konsekwencje, podobnie jak sprzeciw wyrażony w szkole.

    System edukacji nie sprzyja rozwojowi kreatywności i umiejętności samodzielnego szukania rozwiązań problemów, dyktuje nam szczegółowo co mamy myśleć, wynagradza myślenie analityczne, pomijając korzyści jakie płyną z umiejętności myślenia twórczego czy praktycznego.

    Zakwestionować swój sposób myślenia

    W ten sposób lądujemy w dorosłym życiu z gotowymi, utworzonymi schematami myślenia i opiniami. Uczy się nas wierzyć statystykom, normom, faktom podanym przez media, autorytety, ludzi, których obdarzamy zaufaniem. Niewielu ma odwagę podważyć powszechne opinie, a przede wszystkim – zakwestionować swój dotychczasowy sposób myślenia. Myśląc od lat tak samo, postępujemy podobnie, popełniamy te same błędy. Narzekamy na swój los, swoją pracę, na sytuację finansową... Ponieważ nasz umysł jest leniwy, wygodniej mu robić to co zawsze (czyli narzekać, postępować tak samo), niż szukać nowych rozwiązań. A to właśnie zmiana dotychczasowego myślenia prowadzi do zmiany działania, wyjścia z własnej strefy komfortu i doprowadza do zmian wokół.

    Uświadomienie sobie negatywnych myśli

    Pierwszy krok do zmiany, to wyzbycie się negatywnych nawyków myślowych, czyli wszystkich tych utartych negatywnych przekonań jakie powtarzamy od lat („Nigdy nie byłam przebojowa/przebojowy, to jak mam prowadzić własną firmę.”). Pozbycie się myślenia katastroficznego typu: „Jak nie pojawi się nowy klient, to zbankrutuję!”, przyklejania negatywnych etykiet, przesadnego uogólniania („Każdy rzuca mi kłody pod nogi”, „Wszyscy mężczyźni są tacy sami”), i tych wszystkich „muszę” i „powinnam”, które wypowiadamy jak mantrę. Negatywne nawyki myślowe to także obwinianie się za porażki, za emocje innych osób i personalizowanie (np. „Gdybym tego nie powiedziała w ten sposób, to ona nie czułaby się tak fatalnie. Wszystko przeze mnie.”).

    Martwienie się jest w czołówce negatywnych nawyków myślowych, które oddalają nas od dobrego samopoczucia i zdrowia.

    Najpierw badania Hilary A. Tindle przeprowadzone na Uniwersytecie w Pitsburgu udowodniły, że optymistki w porównaniu do pesymistek mają o 9% niższe ryzyko rozwoju chorób serca i aż o 14% niższe ryzyko śmierci z innych przyczyn. Harvard School of Public Health potwierdził zależność między samopoczuciem a kondycją całego organizmu, ogłaszając wniosek z przeprowadzanych badań na łamach Psychological Bulletin: im bardziej przeżywamy smutek i przygnębienie – tym gorzej się czujemy w ogóle.

    Zmiana zaczyna się w głowie

    Zamieniając negatywne myślenie na świadome pozytywne myśli, zyskujemy energię do działania, wiarę w siebie, dobre samopoczucie. Nie mamy wpływu na wszystko to, co się dzieje wokół nas, lecz mamy wpływ na sposób, w jaki o tym myślimy.

    Gdy słyszysz zatem w głowie znajomy głos, mówiący, że „to się nie uda”, czy „ty się do tego nie nadajesz” – zatrzymaj się i uświadom sobie, że masz wybór tego, o czym myślisz. Możesz powiedzieć sobie STOP i zadać pytanie typu: „Co mogę jeszcze przeanalizować, jakie mogę jeszcze uzyskać dane, aby mieć większy obraz planowanego przedsięwzięcia?”, „Jakie mogę podjąć środki zaradcze na wypadek niesprzyjających okoliczności?”, czy wreszcie: „Co jeszcze mogę zrobić, aby zwiększyć swoje szanse na sukces?”. Pytanie „Co jeszcze mogę zrobić?”, jest bardzo często zadawane w coachingu. Nieprzestawanie na pierwszym rozwiązaniu jakie przyjdzie nam do głowy, prowadzi najczęściej do zupełnie innego podejścia, wymaga wręcz spojrzenia na problem z innej strony. A to z kolei może doprowadzić nas do całkiem nowych, innowacyjnych rozwiązań!

    Co zatem jeszcze możesz zrobić?

    Przede wszystkim myśl świadomie. Kontroluj negatywne myśli, nie pozwalaj im zawładnąć twoim samopoczuciem. Po drugie – buduj poczucie własnej wartości. To mocny filar, który utrzyma cię w pionie nawet w niesprzyjających okolicznościach. Doceniaj to co masz. Rób rzeczy, które sprawiają ci radość. Codziennie! Przeszkody traktuj jak wyzwania, pamiętając, że czasem początkowo niekorzystne sytuacje (np. zwolnienie z pracy, utrata ważnego klienta) możemy doskonale obrócić w pozytywny efekt (założenie własnej działalności, wejście w nowy rynek).

    I jeszcze jedno – miej otwarty, elastyczny umysł. Nie pozbywaj się ciekawości świata. Obserwuj, dociekaj, kwestionuj własne opinie. Trenuj umysł!




    Beata Mąkolska

    Wydawca portalu zdrowego stylu życia dla kobiet
    www.wellnessday.eu

    Spis treści

     

     

    Dominujące, a jakże ważne V


    Znaczenie skrótów UVA, UVB przynajmniej z założenia powinno być dobrze znane właścicielom solariów. Coraz częściej jednak pojawia się w naszej branży skrót LVD. Co on oznacza?

    Low Voltage Directive (LVD) dotyczy dyrektywy niskonapięciowej obowiązującej wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej. Nie ulega wątpliwości, że wstąpienie w poczet krajów członkowskich to przyjęcie wspólnej polityki, głównie dotyczącej szeroko rozumianego pojęcia gospodarki. W tym właśnie zakresie pojawia się skrót LVD, który dotyczy urządzeń elektrycznych stosowanych w gospodarstwach domowych. Dlaczego zaliczono do nich solaria? Prawdopodobnie dlatego, że wielu właścicieli posiada takie urządzenia na prywatny użytek. Wnioskujemy więc, że to jest powód dla którego zaleca się dostosowanie urządzeń solaryjnych do określonych w tej dyrektywie norm.

    Na chwilę obecną nie istnieje rozporządzenie prawnie obligujące nas do tego. Stan ten jednak nie będzie trwał wiecznie. Kwestią czasu jest, kiedy organy prawodawcze zobowiążą nas rozporządzeniem do zastosowania w urządzeniach takich lamp, które nie będą przekraczały określonych progów radiacji.

    Granice radiacji dla urządzeń solaryjnych oznaczają graniczne wartości promieniowania rumieniotwórczego, emitowanego przez lampy.

    Od 1 kwietnia 2009 roku przepisy unijne obowiązkowo dotyczą producentów. Zatem wszystkie nowe urządzenia, które zostaną wprowadzone na rynek Polski muszą być dostosowane do obowiązujących je przepisów unijnych. Jednak spełniające nową normę urządzenie to nie wszystko. Musi ono być również wyposażone w lampy spełniające takie same wymagania. Rodzi się więc pytanie. Jak to się ma do urządzeń, które są już eksploatowane na naszym rynku? Otóż nie określono jeszcze daty granicznej dostosowania urządzeń używanych do nowych wymagań. Wiadomo jednak, że każdy kraj ma możliwość określenia okresów przejściowych na dostosowanie urządzeń funkcjonujących już na rynku do nowej normy.

    W Niemczech również nie określono jeszcze okresu przejściowego ale producenci podejrzewają, że zakończy się on w 2011 roku.

    Wiele krajów znormalizowało już cały rynek urządzeń, czyli zarówno tych nowych, jak i używanych, a mowa tu o: Francji, Hiszpanii, Belgii, Holandii, Norwegii i Szwecji. Dla określenia obowiązującej normy używa się potocznie skrótu – 0,3.

    Dlaczego 0,3?

    Liczba ta wyraża chwilową moc promieni rumieniotwórczych przypadającą na metr kwadratowy naświetlanej powierzchni. Jej jednostką jest wat. Współczynnik UVB określa promieniowanie rumieniotwórcze i to od jego wysokości uzależniona jest agresywność lampy. Im wyższy współczynnik UVB i źle dobrany czas opalania, tym więcej niepożądanych efektów po zakończonym seansie takich jak: silne zaczerwienienie skóry, długotrwałe pieczenie, swędzenie, a w niektórych przypadkach niebezpieczne dla zdrowia poparzenie. Norma 0,3 dotyczy ograniczenia agresywności lamp. Dla tych, którzy już dziś opalają klientów lampami o niskim współczynniku UVB zmiana ta będzie łatwiejsza do zaakceptowania. Podjęli oni bowiem decyzję, która kosztem wydłużenia czasu seansu zagwarantowała klientom wyższy stopień bezpieczeństwa podczas opalania.

    Decyzja o zakupie lampy jest przeważnie zdominowana przez współczynnik UVB.

    Jego wysokość jest uzależniona od mieszanki użytych podczas produkcji fosforów tworzących skład luminoforu – czyli widocznej białej, cienkiej warstwy naniesionej po wewnętrznej stronie szkła, z którego wykonane są świetlówki. Lampy spełniające normę 0,3 będą posiadały taką samą ilość UVA, a więc widoczne efekty opalania nie zmienią się. Zmniejszona ilość współczynnika UVB spowoduje jednak przesunięcie granicy czasowej potrzebnej do wymuszenia procesu budowy nowych pigmentów.

    Lampy brązujące, coraz częściej pojawiające się w ofertach firm handlowych posiadają niski współczynnik UVB przy jednoczesnym zastosowaniu UVA jak w pozostałych lampach.

    Klient opala się dłużej, jednocześnie maksymalizując w ten sposób zjawisko przebarwienia pigmentu bez ryzyka poparzenia. Jednak w większości przypadków lampy takie spełniają jedynie normę 0,6.

    Stara norma, kontra nowa

    0,6 W/m² to obecnie obowiązująca norma. Niestety praktycznie nie stosowana w salonach solaryjnych. Jedni nie stosują się do niej świadomie, dla innych jest to pojęcie zupełnie obce. Jedno jest pewne, norma dotycząca opalania zawsze była określona. Ci, którzy się do niej stosują opalają lampami o współczynniku UVB w zakresie 1,2-1,6%. Aby spełnić normę 0,3 zakres UVB musi mieścić się w granicach od 0,6 do 1,00%.

    Wystarczy spojrzeć na cyfry, aby samemu wywnioskować, że nie będzie łatwo przyzwyczaić klienta do tak radykalnych zmian, a takie byłyby do zaakceptowania, gdyby wprowadzano je stopniowo. Być może publikacja ta przekona właścicieli salonów do tego, żeby sukcesywnie wprowadzali lampy o niższej mocy promieniowania rumieniotwórczego. Pozwoli to na zminimalizowanie negatywnych wrażeń jakie będą odczuwali klienci w chwili, gdy będziemy zobligowani do zastosowania zgodnych z normą, a więc znacznie mniej agresywnych lamp.

    Nowa norma ma na celu dostosowanie opalania w solarium do procesu, jaki zachodzi podczas naturalnych kąpieli słonecznych. Wartość 0,3 odpowiada właśnie temu co występuje w naturze, gdzie w samo południe na równiku słońce świeci z taką właśnie mocą. Tak więc, aby efektywnie i bezpiecznie opalać klientów, przesunięto pasmo lampy w taki sposób, by ograniczyć ilość promieni rumieniotwórczych na rzecz przyrostu ilości promieni powodujących pigmentację skóry. Pozwala to na bardzo dokładną możliwość dopasowania dawki ultrafioletu, jaka podczas jednej wizyty aplikowana jest skórze.

    Aplikowanie skórze wyższej niż w naturze dawki UVA (co pozornie daje szybsze efekty) może doprowadzać do jej przedwczesnego starzenia się.

    Warto pamiętać, że wskazane jest stosowanie kosmetyków przed, jak i po opalaniu. Wpływają one na przedłużenie trwałości efektu opalania i mają silne właściwości ochronne, zabezpieczające skórę przed nadmiernym parowaniem wody. Jest to szczególnie ważne, jeśli opalamy się na urządzeniu o dużej mocy, wyposażonym w mocne lampy. Regeneracja uszkodzonego nadmiarem UVA naskórka odbywa się oczywiście w naturalny sposób.

    Witamina D3 przekształcona w nerkach na odpowiednie hormony pozwala organizmowi na taką właśnie regenerację. Słoneczna witamina D to życiodajna siła, bez której człowiek nie może normalnie funkcjonować. Jej niedobór prowadzi do wielu powikłań w organizmie, ale to temat na osobny artykuł.

    Jak powstaje opalenizna?

    Proces opalania powstaje dwuetapowo. Najpierw następuje lekkie ciemnienie skóry i jest ono wynikiem działania promieni UVA. To właśnie pod ich wpływem melanina jest uwalniana do komórek naskórka. Ten pierwszy efekt ciemnienia skóry może nie być widoczny u wszystkich osób. Najlepiej widać go u osób z ciemniejszą karnacją. Opalenizna pod wpływem działania pasma UVB pojawia się z opóźnieniem. To opóźnienie jest wynikiem tego, że UVB wspomaga powstawanie nowych komórek produkujących melaninę oraz aktywuje istniejące już melanocyty i przyspiesza produkcję kolejnych porcji cząstek melaniny. Nowe dawki melaniny są potem przekazywane do komórek naskórka dając efekt przyciemnienia skóry. To właśnie pasma UVB są odpowiedzialne za budowę nowych pigmentów. Pamiętać jednak należy, że ich przedawkowanie doprowadza do poparzenia skóry.

    Efekt poparzenia nie jest odczuwalny bezpośrednio po zakończonym seansie.

    Poparzenie wstępnie powstaje pod skórą, a jego przykre konsekwencje klienci odczuwają w ciągu kilku godzin po zakończonym seansie. Promieniowanie UVB odpowiedzialne jest ponadto za trwałość opalenizny. Efekty tego działania widać dopiero w ciągu 48-72 godzin po napromieniowaniu. Wysokość współczynnika UVB w nowych lampach ustalono na takim poziomie, aby od 11 minuty opalania pobudzać do pracy melanocyty.

    Nowa technologia powoduje, że opalanie nie ogranicza się jedynie do przebarwiania istniejącego w skórze pigmentu.

    Gdyby tak było, osoby o jasnej karnacji rozpoczynające swoją przygodę opalania w solarium nie miałyby żadnych szans na uzyskanie opalenizny.

    Należy więc zwrócić uwagę, iż osoby początkujące powinny opalać się na lampach słabszych pod względem UVA, gdyż podczas pierwszych wizyt ich wysoki poziom będzie zbyteczny.

    Dzięki nowej normie opalanie stanie się bezpieczniejsze, bardziej efektywne i przyjemne. W wielu przypadkach zostanie ograniczone do minimum ryzyko poparzenia się. Nowe technologiczne rozwiązania nie wpłyną ujemnie na jakość opalania, a przyczynią się do pozyskiwania opalenizny w sposób racjonalny i zdrowy dla skóry.

    Ważne jest więc, aby pomimo zastosowania odpowiednich lamp w swoich urządzeniach, tak dobierać klientowi optymalny czas opalania, aby zagwarantować mu bezpieczeństwo oraz satysfakcję podczas kolejnych wizyt w solarium.

    Pomocne w tym będą materiały, udostępniane między innymi przez firmę Profil-Solar, określające fototypy skóry.





    Spis treści

     

     

    Hammam – rytuał oczyszczenia


    Gorący piasek Sahary, zapach Atlantyku, kontakt z rdzennymi mieszkańcami Afryki – wiele naszych klientek marzy o pełnej tajemnic podróży egzotycznej do Azji. Nie zawsze mają jednak czas i pieniądze na upragnioną wycieczkę. Afryka to jednak także tradycja naturalnej pielęgnacji, którą z powodzeniem można wykorzystać w gabinecie.

    Afryka to drugi pod względem wielkości kontynent na Ziemi. Jej zróżnicowany krajobraz jest źródłem wielu cennych minerałów i roślin, wykorzystywanych na całym świecie we wszystkich dziedzinach życia, w tym – w kosmetologii. Jedną z ciekawszych propozycji, bardzo popularnych w północnej części Afryki, jest oczyszczający rytuał Hammam. Tradycyjnie zabieg wykonywany jest w łaźniach i służy głębokiemu oczyszczeniu ciała oraz ukojeniu duszy. Zapoczątkowany został przez starożytnych Greków i Rzymian, a następnie upowszechniał się wraz z islamem na terenach Azji Mniejszej i Afryki Północnej.

    Hammam stał się w pewnym sensie synonimem czystości i wolności.

    Otwarte łaźnie były ważnym ośrodkiem życia społecznego, mogli z nich korzystać zarówno bogaci jak i biedni. Dla wielu kobiet, szczególnie w krajach arabskich, wizyta w łaźni była jedyną okazją wyrwania się spod nadzoru męża. Hammam pełnił funkcję zarówno herbaciarni, jak i salonu piękności.

    Na zachodzie Hammam kojarzy się przede wszystkim z pielęgnacją urody i głęboko oczyszczającym zabiegiem.

    Jego elementy są chętnie wykorzystywane w ośrodkach SPA na całym świecie.

    Tradycyjnej łaźni arabskiej nie sposób przenieść do gabinetu, ale ze względu na efekty rytuału Hammam, warto wykorzystać jego etapy przy komponowaniu własnych zabiegów oczyszczających.

    Etapy zabiegu

    Marokański rytuał Hammam rozpoczyna się zabiegiem oczyszczania całego ciała. Najlepiej wykonać go przy użyciu Savon Noir. Jest to czarne, naturalne mydło potasowe, którego tradycyjna receptura, przekazywana z pokolenia na pokolenie, pozostaje od wieków nie zmieniona. Savon Noir zamyka w sobie długowieczną tradycję pielęgnacyjnych właściwości natury – jest połączeniem oleju oraz zmiażdżonych czarnych oliwek. To najdoskonalszy środek do wykonywania zabiegu gomażu – delikatnego złuszczania naskórka i oczyszczania skóry. Po nałożeniu na lekko wilgotną skórę, wchodzi w reakcję z wodą i zmienia się w aksamitną kremową masę. Dzięki właściwościom nawilżającym i eksfoliującym zmiękcza skórę, docierając do jej najgłębszych warstw, odżywiając komórki i wzmacniając ich naturalne funkcje. Zabieg oczyszczania wykonywany przy użyciu Savon Noir działa złuszczająco oraz pobudza krążenie, pozostawiając skórę gładszą i delikatniejszą. W tradycyjnych łaźniach ta część zabiegu polega na rytualnym obmyciu ciała pianą z Savon Noir i nosi nazwę Hararet.

    Przed przystąpieniem do rytuału, należy nawilżyć całe ciało ciepłą wodą. Na lekko zwilżonej skórze rozprowadzić cienką warstwą Savon Noir – rozetrzeć odrobinę mydła w dłoniach aż powstanie delikatna emulsja i rozprowadzić na całym ciele, a następnie odczekać kilka minut. Drugi sposób to nałożyć niewielką porcję mydła Savon Noir na namoczoną sizelinową myjkę. Mocno pocierać myjkę aż do uzyskania aksamitnej piany. Kolistymi ruchami nałożyć na całe ciało obficie powstałą pianę i wykonać krótki masaż.

    Działanie mydła dopełnia tradycyjna, specjalnie do tego przeznaczona rękawica Kessa.

    W krajach arabskich to właśnie ona jest podstawą zabiegów ścierających, z powodzeniem zastępując kosmetyczne preparaty. Wykonana jest z ziarnistej, szorstkiej tkaniny, dzięki czemu doskonale służy do głębokiego oczyszczania skóry. Efekty zauważymy już po pierwszym zabiegu – skóra nabierze gładkości, będzie miękka i jedwabista w dotyku. Masaż Kessą jest idealną terapią antycellulitową. Uwalnia skórę od nierówności i pobudza krążenie.

    Aby wykonać prawidłowo masaż przy pomocy Kessy, należy nałożyć rękawicę i przetrzeć ruchem masującym całe ciało.

    Pocierać dość mocno ruchami kolistymi, aby dokładnie usunąć martwe komórki naskórka, lecz dostosować ten ruch do wrażliwości skóry klientki. Etap zabiegu powinien trwać przez kilka minut. Po skończonym masażu należy zmyć całe ciało ciepłą wodą. Masaż przy pomocy Kessy nazywany jest Oumalik.

    Kolejnym etapem zabiegu jest dostarczenie oczyszczonej skórze potrzebnych jej odżywczych substancji. Ciekawą propozycją może być glinka Ghassoul, która podziała na skórę witalizująco i ujędrniająco. Glinka Ghassoul pochodzi z jedynych znanych na świecie złóż tego minerału położonych w Maroku na skraju średniego Atlasu w dolinie Moulouya, około 150-200 km od miasta Fez. Wydobywa się ją od wieków z położonych pod ziemią pokładów tamtejszych kopalni. Glinka Ghassoul po wymieszaniu z wodą przybiera postać błota posiadającego właściwości myjące i odtłuszczające. Zawdzięcza to silnym własnościom wymiennym kationów. Działanie glinki Ghassoul polega jedynie na absorpcji zanieczyszczeń, nie jest więc w żaden sposób agresywne dla włosów, skóry czy śluzówek. Ghassoul redukuje suchość i łuszczenie skóry, poprawia jej elastyczność i jędrność. Może być stosowana w pielęgnacji skóry wrażliwej, płytko unaczynionej i skłonnej do alergii.

    Kąpiele błotne z zastosowaniem glinki Ghassoul szczególnie polecane są w walce z rozstępami i cellulitem.

    Aby prawidłowo przygotować glinkę do zabiegu, należy jej porcję zmieszać z wodą kwiatową. Następnie dodać odpowiednio dobrany olej. Tak przygotowaną masę nałożyć cienką warstwą na oczyszczoną skórę ciała. Owinąć ciało folią i przykryć kocem. Po 15-20 minutach zmyć maskę.

    Zamknięciem oczyszczającego zabiegu Hammam jest mistyczny rytuał namaszczania. Do tego celu można zastosować dowolny naturalny olej roślinny.

    Rytuał Hammam, choć liczący sobie wieki, wciąż nie stracił na wartości. Dzięki mocy przyrody, zawartej w Savon Noir i glince Ghassoul, daje skórze to, co jej najbardziej potrzebne – odżywienie, nawilżenie i odbudowę naturalnej ochrony. Użycie rękawicy Kessa czyni z niego zabieg szczególnie ważny wiosną i latem – usuwa niedoskonałości, powstrzyma powstawanie cellulitu oraz wspomoże w regeneracji zniszczonej słońcem skóry.




    Małgorzata Zdziebko-Zięba

    PR Manager Organique

    Kosmetyczka, doświadczony pedagog.
    Autorka wielu tekstów na temat
    zdrowia, urody i marketingu.



    Spis treści

     

     

    Płatki śniadaniowe. Wiesz co jesz?


    Reklama na temat korzystnego wpływu codziennego spożywania różnego rodzaju płatków śniadaniowych, musli, czy nawet ostatnio batoników, które rzekomo mogą zastąpić nam śniadanie, jest dość agresywna i coraz więcej osób daje się jej skusić.

    Płatki więc podajemy dzieciom; jemy sami, gdy chcemy schudnąć; jemy je też wierząc, że (jak głosi reklama) jest to najzdrowszy możliwy posiłek na start aktywnego dnia.

    Czy rzeczywiście, ten tak intensywnie reklamowany produkt jest dla nas zdrowy? Ile z tego o czym mówi reklama możemy uznać za fakt, a ile za fikcję?

    Często zamiast sięgnąć, po produkt z działu słodycze wybieramy jako przekąskę batonik typu musli. Czy zatem taki baton ma mniej cukru niż zwykły batonik czekoladowy?

    Niestety, nie: Wielu na pewno zszokuje fakt, że jest dokładnie odwrotnie, batoniki zrobione z prasowanego musli z dodatkiem dużej ilości orzechów mają nie tylko większą zawartość cukru, ale i często tłuszczu, przewyższając kalorycznością batoniki czekoladowe. Jeśli więc decydujemy się na taką batonową przyjemność, to myślmy o niej raczej jako o silnie skondensowanej porcji energii po ciężkim wysiłku, niż o usprawiedliwionej zdrowymi wartościami niewinnej przekąsce, która mogłaby zastąpić nam pełny, dobrze zbilansowany posiłek.

    Osoby pragnące zrzucić zbędne kilogramy, nierzadko ulegając reklamie wybierają na śniadanie mieszanki musli lub płatki śniadaniowe.

    Czy to rzeczywiście słuszny wybór?

    Niestety, nie: Jak wiadomo, w diecie redukcyjnej nic co ma wysoki indeks glikemiczny nie może być słusznym wyborem. Niestety, zarówno płatki kukurydziane, jak i tym bardziej mieszanka musli obfitująca w suszone owoce, przegrywają ze zwykłą kanapką z pełnoziarnistego chleba z chudym serkiem, czy wędliną. Sytuacja jeszcze bardziej się pogarsza, gdy płatki są wysoko przetworzone i zawierają dodatkowo cukier, czy nawet „miód”. Po takim śniadaniu i po szybkim, ale krótkim „piku” glukozowym, poziom cukru we krwi raptownie spada, co owocuje stosunkowo szybkim atakiem głodu. Taka sytuacja nigdy nie będzie pomocna w trakcie procesu odchudzania.

    W sklepach możemy znaleźć ogromną różnorodność płatków śniadaniowych i musli w formie różnego rodzaju kuleczek, poduszeczek, kostek itp. Niektóre z nich zawierają suszone owoce, miód, a nawet jogurt. Czy te zawsze będą zdrowsze od zwykłych płatków?

    Niestety, nie: Zacznijmy od suszonych owoców. Otóż w procesie suszenia owoce tracą niemalże całą zawartość witaminy C jak również część innych witamin i mikroelementów. Rośnie także ich kaloryczność i wcześniej wspomniany indeks glikemiczny. Niekiedy także takie owoce są dodatkowo słodzone cukrem w procesie suszenia, a cukier jest ostatnim z produktów, którego pragnęlibyśmy w naszej diecie.

    Miód z kolei jest cenny i wartościowy tylko wtedy, gdy jest to prawdziwy miód pszczeli i gdy go spożywamy w surowej formie. Najważniejsze w miodzie wcale nie są mikroelementy, czy witaminy (choć i te nie są bez znaczenia) – ale enzymy. Niestety, mimo często widniejącej na opakowaniu pszczółki, niewiele produktów typu musli, czy batonów z płatków deklaruje dodatek prawdziwego miodu pszczelego. Ponadto pamiętajmy dolewając mleko do płatków miodowych, że enzymy są związkami niezwykle wrażliwymi na czynniki zewnętrzne, zwłaszcza temperaturę, a niestety po zniszczeniu enzymów miód jest niewiele więcej wart niż zwykły cukier.

    Sprawa jogurtu jest bardzo podobna do tej dotyczącej miodu.

    Jak wiadomo jogurt cieszy się tak dobrą sławą wśród produktów spożywczych głównie dzięki zawartości żywych kultur bakterii. Jaką zatem wartość zdrowotną będzie miał produkt, do którego dodano jogurt, a następnie poddano go obróbce termicznej w czasie produkcji?

    Czy zatem zrezygnować z reklamowanych płatków, batonów i innych wyrobów z szerokiej gamy produktów typu musli?

    Wymieniona wysoka zawartość cukru, tłuszczu i wysoki indeks glikemiczny, to nie wszystko co możemy zarzucić tego typu wyrobom. Wiele z nich dodatkowo ma w swoim składzie konserwanty, spulchniacze i inne nie do końca „zdrowe” związki opatrzone symbolem „E”. Najważniejsza więc w tym przypadku jest pełna świadomość naszych wyborów. Spożywanie raz na jakiś czas batonika z ziarnami i „miodem”, czy musli (nawet bogatego w cukier i tłuszcze) na pewno nie zrujnuje naszego zdrowia. Jednak jedząc codziennie tego typu śniadanie nie oszukujmy się, że robimy to dla naszego dobra.

    Niepokojąca jest również nowa moda na podawanie tego typu produktów małym dzieciom codziennie zamiast śniadania, a nawet jako drugie śniadanie do szkoły. W ten sposób niestety nie wyrabiamy u dzieci zdrowych nawyków żywieniowych, a wręcz przeciwnie, zachęcamy dzieci do jedzenia słodkich wyrobów, zwiększamy ryzyko powstawania próchnicy, jak i otyłości. Jako największą zaletę płatków podaje się dużą zawartość w nich błonnika. Owszem, błonnik to niezwykle cenny składnik naszej diety, jednak może on pochodzić z wielu różnych źródeł, i nie musi mu towarzyszyć tak dużo cukru i tłuszczu. Ponadto płatki płatkom nierówne, i jeśli wciąż chcemy, by gościły na naszym stole, czytajmy dokładnie skład i wybierajmy te, które zawierają najmniej szkodliwych dodatków.




    Katarzyna Skoropada

    mgr inż. żywności i żywienia człowieka,
    dietetyk i mikrobiolog.



    Spis treści

     

     

    Wellbusiness


    Nowy trend zmieniający standardy oraz otwierający zupełnie nowe drzwi w zarządzaniu i marketingu usług SPA.

    Paradoksalnie branża SPA mało korzysta z nurtu i ideologii wellness z jakiej się zrodziła. Oczywiście, hasło to pojawia się w wielu obiektach, jednak poza ofertą dla Klienta, raczej nie znajdziemy wzorców pro wellness w zarządzaniu i budowaniu sprzedaży oraz marki miejsca. Wellness staje się zatem tylko górnolotną wizją totalnie zawężonej oferty, zamiast być wyznacznikiem jakości, stylu a także marketingu i sprzedaży. Otwieramy cykl, który ma za zadanie odmienić spojrzenie na świat SPA. Tak od strony zarządzania, jak i od strony odbiorcy usług ekskluzywnych.

    Nie jestem zwolennikiem kopiowania jakichkolwiek wzorców tylko dlatego, bo sprzedały się w USA, Niemczech czy wątpliwej pod względem wzorcowym Francji. Staram się pragmatycznie cedzić informacje, jakie napływają (często zbyt zuchwale nazywanych trendami), by przyjrzeć się im dokładnie i wdrożyć na polskim rynku beauty. Bo kopiujących jest wielu, tyle że kopia bez pomysłu wygląda w praktyce raczej jak pseudobranżowy, słabej jakości negatyw, a nie piękna fotografia usługi i obsługi, zachęcająca do jej skosztowania.

    W marketingu usług ekskluzywnych najważniejsza jest komunikacja z Klientami i potencjalnymi Klientami.

    Dlaczego? Bo usługi tej nie można dotknąć, przymierzyć czy wsiąść i się nią przejechać. Co zatem kupuje Klient wykupując na przykład voucher do SPA? Klient, moi drodzy, kupuje pewną obietnicę. Obietnicę realizacji marzeń i założeń płynących z oferty. Masz tylko jedną szansę, by zainteresował się akurat Twoją ofertą. Sprawa staje się o tyle trudniejsza, gdy weźmiesz pod uwagę, wg mnie najlepszego, z punktu widzenia sprzedaży Klienta, jakim są firmy i korporacje. Dziś już nie wystarczy słać im na kolorowych kartkach frazesów o najwSPAnialszym miejscu dla jego pracowników i kontrahentów, bo to słabe i przejadło się jakieś 5 lat temu. Dziś musisz stworzyć pewnego rodzaju trend. Po pierwsze, już nie tylko trend bycia i posiadania Twoich usług, ale trend oparty o mocny ruch, który nie tylko spowoduje odczuwalny dla Ciebie wzrost sprzedaży, ale także zmieni coś na linii inwestor – pracownik, oraz inwestor – kontrahent. Zmieni jego myślenie.

    Doskonałą odpowiedzią wydaje się być, po wielu przymiarkach, testach i analizach ruch wellbusiness. Mocno naciągając nomenklaturę, można napisać, że to trend właśnie, który łączy zarabianie i prowadzenie biznesu ze światem wellness dalece wykraczającym poza SPA, jako obiekt sam w sobie. Wellbusiness to kultura, która ma szansę zakorzenienia się w Polsce, szczególnie w czasie, gdy rynki ościenne straszą nas kryzysami.

    Kim jest pracodawca w myśl mojego wellbusiness?

    Będzie to osoba, która zatrudnia pracowników, dając im jednocześnie wszelkie możliwości do pracy w warunkach płynących z kultury wellness.

    Dba o niego, nagradza prozdrowotnymi bonusami, jak pobyty w SPA, odnowie biologicznej czy fitness.

    Przystosowuje miejsca pracy ergonomicznie, dostosowując je do potrzeb nie tylko etatu, ale i pracownika. Jest świadomym inwestorem – pracodawcą, który podkreśla morale kadry, oraz wspiera ją w dążeniu do osiągnięcia własnych celów, w tym odprężenia, relaksacji, nawet w miejscu pracy (!). Czyż jeśli pracownik otrzyma te udogodnienia, które niewiele kosztują Inwestora, czyż on sam nie będzie bardziej „wydajny” i przywiązany do miejsca, które mu takie udogodnienia udostępnia na co dzień? Wiem, brzmi to dziś jak utopia.

    Ale jest w tym drugie, głębokie dno, drogi Inwestorze.

    Stajesz się społecznie odpowiedzialny, zatem hołdujesz najszybciej rozwijającemu się na świecie ruchowi prospołecznemu, jakim jest bez wątpienia CSR (Corporate Social Responsibility). To zmieni Twój PR, pokaże inną twarz, tę ludzką twarz w biznesie. Zatem będziesz społecznie dobry. Czytaj: godny zaufania.

    Wellbusiness w SPA na poziomie wykonawczym

    Warsztaty i szkolenia, pokazy i prelekcje, wychodzenie do firm i korporacji jako wzorcowy obiekt SPA z cyklami seansów, które w trakcie pracy pozwolą, nie narażając się na straty czasu (np. przerwy lunchowe) podnieść morale pracownika, a przez to jego możliwości.

    Pracownik korporacji zyskuje jako wartość dodaną nie tylko możliwość bycia w SPA, ale także edukacji płynącej od doświadczonych pracowników SPA.

    Ci zarażą go prozdrowotnym podejściem do (biorąc pod uwagę specyfikę konkretnego zawodu) pracy, odpoczynku. Doskonałym przykładem były niegdyś organizowane w Poznaniu warsztaty „Joga w garniturze”. Kilka prostych sposobów pokazujących jak nie narażając się na krzywe uśmiechy ze strony kolegi zza biurka, pomóc sobie zrelaksować się i zyskać siły na kolejne dni i godziny pracy.

    Wellbusiness w marketingu i komunikacji z Klientami

    Nowa jakość zatem i komunikacja musi być zmieniona. Twoimi potencjalnymi Klientami (Twój target) zaczynają być korporacje nastawione na politykę kadrową, oraz dbające o pracownika i ceniące sobie jego zwiększone możliwości dzięki temu, że uświadomiłeś mu poprzez SPA, jak bardzo o niego dbasz i jak on powinien dbać o siebie. To swoisty bonus.

    Nie jesteś postrzegany już jako potencjalny żebrak i spamer wciskający firmom nędzne ulotki i przesyłający oferty kopiowane z menu zabiegowego.

    Zaczynasz uświadamiać, że korzystanie z ruchu wellbusiness jest korzystne dla pracownika, ale przede wszystkim zmienia postrzeganie pracodawcy w oczach społeczeństwa (i pracownika naturalnie). Taki PR jest niezastąpiony.

    Ty poprzez obiekt zmieniasz też oferty dla biznesu. Już nie tylko vouchery do odnowy, czy na basen dla pracowników, ale wdrażasz prezenty dla kontrahentów, najlepszych Klientów. Proponujesz pakiety biznesowe, które pozwolą, by ostatni podpis na ważnej umowie spoczął właśnie w progach Twojego SPA, po wcześniejszym odpoczynku, saunie czy zabiegu Dla Dwojga, przy lampce wina. To zupełnie inny wymiar „robienia biznesu”.

    Pamiętajcie, że wellbusiness to pewnego rodzaju biznesowy dekalog.

    Wdrażany konstruktywnie, na stałe zmieni możliwości, które niczym narzędzia otrzymają obiekty SPA. SPA to kropka nad i w świecie wellness. Gdzie zatem szukać nowych możliwości, jak nie tu?




    Adam Puda

    Wykładowca, trener i ekspert
    w zakresie szkolenia kadry SPA.



    Spis treści

     

     

    Skutki obniżania cen w SPA


    Dlaczego obniżanie cen i udzielanie rabatów to zła strategia dla SPA? Ponieważ redukuje zyski i zmienia (niestety na gorsze) postrzeganie wartości tych usług.

    Udzielanie rabatów można porównać do jedzenia cukru. Na początku dostajemy zastrzyk energii (sprzedaż), a potem tempo doenergetyzowania gwałtownie spada. Dlaczego? Ponieważ klienci zaczynają wątpić w wartość usług. Jednocześnie uczymy ich czekać na kolejny rabat, a to oznacza mniejsze przychody.

    Ośrodki SPA sprzedają coś nieuchwytnego – nie sprzedaje się tam samochodów, zmywarek czy mebli do domu. Nie sprzedaje się tam nawet transportu, jak czynią to linie lotnicze. SPA sprzedają doznania. Nikt nie stanie się głodny ani nie straci pracy tylko dlatego, że nie poszedł do SPA. Oznacza to, że ośrodki SPA muszą zazdrośnie chronić sposób postrzegania ich wartości.

    Taka wielka zmiana w postrzeganiu następuje gdy udzielany jest wysoki rabat lub obniżka cen. Wśród klientów nasuwa to pytanie o prawdziwą wartość usług. W wyniku reakcji obronnej często zadają sobie pytanie: „Czy to naprawdę jest tyle warte? Czy 170 zł za masaż to wygórowana cena?” Jeśli już raz kupią z rabatem, to czy kolejny raz będą chcieli zapłacić regularną cenę? Wątpliwe. Spójrzmy na alternatywę udzielania rabatów, która jest znacznie lepsza.

    Dodatki i ulepszenia są jak wisienka na torcie – żadnego taniego cukru. Osiągamy dzięki temu kilka dużych korzyści.

    Jeśli zaoferuje się dodatek zamiast rabatu, przepływ gotówki utrzyma się na tym samym poziomie. Zamiast obniżania ceny masażu za 100 zł o 20% i zarabiania o 20% mniej, wciąż mamy 100 zł. Jeżeli jest to np. dodanie do masażu całościowego ekstra masażu twarzy, jedynym kosztem jest ewentualnie dopłata do czasu pracy masażysty. Jednak przy dobrej polityce rezerwacji zabiegów można i tego uniknąć.

    Jeśli często oferuje się gościom zabiegi Premium, które dają lepsze efekty, wzrasta poziom zadowolenia klientów i częściej zaczynają oni przychodzić.

    Zostańmy doradcą klienta i skutecznie stawiajmy czoło jego oczekiwaniom. Goście szukają zaangażowania w serwis o wyjątkowej jakości, który jest indywidualnie adresowany do każdego z nich. Nie można kazać im czekać – oczekują szybkiej reakcji z naszej strony. Asysta na każdym kroku jest wręcz obowiązkowa. Zadbajmy, by wszelkie kroki gości w SPA były intuicyjne – zamiast myśleć, niech czują. Wiedza na temat swojej profesji jest darem.

    Im więcej będziemy jej posiadać, tym lepiej obsłużymy swoich gości, więc nie przestawajmy się uczyć. Oferując klientom korzyści, które trafiają w ich oczekiwania (np. kobiety o bardzo suchej cerze zawsze zwracają uwagę na to co pomaga w jej nawilżeniu), zdobywamy ich zaufanie, dlatego asystując im przy zakupie polecajmy zarówno to co drogie i dobre, jak i to co tanie. Pozwólmy im wybrać, a staniemy się w ich oczach doradcą, a nie tylko sprzedawcą.

    Klienci wierzą w długie i lojalne relacje; pragną potwierdzania ich racji i bycia traktowanym wyjątkowo.

    Koszty, wartość i korzyści muszą być przed nimi jasno zademonstrowane. Powinni dostawać dokładnie to co im przedstawiasz w swoich reklamach, na stronie internetowej w ofertach czy hasłach – tego właśnie oczekują. Konwersacje sprzedażowe opieraj na faktach – goście doskonale znają swoje potrzeby i żądają byś ty również je znał.

    Wiele osób, zwłaszcza kobiet, chciałoby być postrzeganych w kręgu swoich znajomych jako te, które wiedzą „co w trawie piszczy”. Szybko informują siatkę znanych sobie osób o tym co widzieli, gdzie byli, co zobaczyli, i za ile. Dana informacja z szybkością błyskawicy dociera w coraz to nowe miejsca i często zostaje w nich na długi czas (Internet). By zachować dobrą reputację swojego SPA, kultywuj: szacunek, jakość, wydajność, szczerość i dobre wykonanie usług (cena vs. jakość) – wtedy wszystko będzie w porządku, a nowi klienci sami się zjawią.

    Rabatowanie jest czymś bardzo przyziemnym i pospolitym.

    Może być przez klientów postrzegane jako akt desperacji. Marketing SPA powinien być swego rodzaju… sexy, a obniżki takie nie są. Dlaczego diamenty są drogie? Bo są bardzo rzadkie, wyjątkowe i nie każdy może je mieć. Tak samo jest ze SPA.


    Jacek Głogowski

    Wydawca portalu branżowego Spasjonaci
    www.spasjonaci.pl



    Spis treści