SPIS TREŚCI (4/2012)

PREMIERA
   Zostań uzdrowiskiem!6
   Pasja, doświadczenie, legenda…40
PORADY
   Weź odpowiedzialność za siebie!8
   Stawianie czoła wyzwaniom44
ZDROWIE
   Polacy – do badań!10
   Zboża na siedem dni tygodnia68
WYWIAD
   Sztuka prezentacji14
   Kobieta w gabinecie masażu, cz. II54
MARKETING
   Przestań sprzedawać, dziel się swoją wiedzą18
   Wysoka sprzedaż poprzez jakość52
   Mądry PR w trudnych czasach66
TARGI
   Przywitaj wiosnę z targami BEAUTY FORUM20
   Zanim zawita wiosna42
PIELĘGNACJA
   Granat – źródło młodości22
   Rewolucja w pielęgnacji cer problematycznych38
ZARZĄDZANIE
   Zarządzanie salonem w XXI wieku24
   Edukacja pro-wellness…62
KOSMETYKA
   Mikrodermabrazja tlenowa26
   Światowy pionier28
   Rewolucja w odmładzaniu30
   Płynne złoto Maroka – olej arganowy32
AROMATERAPIA
   Pachnąca zima34
WYDARZENIE
   Powiew optymizmu36
   Ambasadorki piękna60
MAKIJAŻ
   Urzekające spojrzenie46
   Szminka drugie imię kobiety48
INTERNET
   Wykorzystaj sieć!50
RELACJE
   STOP! Od dziś kocham swoje ciało58
ODNOWA BIOLOGICZNA
   Wysiłek fizyczny zamieniamy w przyjemność64
MISS KOSMETYCZEK
   Diamentowa Gala72
NOWOŚCI
   Urządzenia, lampy, kosmetyki73-75

 

W numerze 4/2012 polecamy Państwa uwadze następujące artykuły:

  • Weź odpowiedzialność za siebie! (8-9)
  • Przestań sprzedawać, dziel się swoją wiedzą (18-19)
  • Granat - źródło młodości (22-23)
  • Pasja, doświadczenie, legenda ... (40-41)
  • Stawianie czoła wyzwaniom (44-45)
  • Zostań uzdrowiskiem! (6-7)
  • Zboża na siedem dni tygodnia (68-70)

  •  

     

    Weź odpowiedzialność za siebie!


    Dorosły – człowiek, który odpowiada sam za siebie.
    Takie to oczywiste i… tak mocno ignorowane.

    Wszyscy szukamy pigułek, dzięki którym życie będzie łatwe, lekkie i przyjemne, które pozbawią nas lęków, wątpliwości i niepewności. Tak jest prościej. Wygodniej. Szybciej. Ale czy mądrze?

    Od uległości do dorosłości

    Magiczna granica dorosłości to wiek osiemnastu lat. Tyle teorii, bowiem w życiu jest zupełnie inaczej. Trudno dojrzeć z dnia na dzień – to proces, który nierzadko zajmuje wiele lat, a w przypadku niektórych osób możemy mieć wątpliwości co do tego, czy w ogóle się rozpoczął. Miewamy dorosłych szesnastolatków i miewamy czterdziestoletnie dzieci. I nie jest to metafora, ponieważ wiek biologiczny nie zawsze idzie w parze z wiekiem emocjonalnym. Na to wszystko nakładają się jeszcze utarte schematy postępowania, postawy życiowe jakie przejawiamy, doświadczenia, temperament.

    Definicja dorosłości

    Dorosły człowiek podejmuje decyzje sam za siebie i odpowiada za konsekwencje owych decyzji. W tym punkcie najczęściej zgadzamy się wszyscy. Jeżeli jednak przełożyć to na codzienne sprawy – rzecz ma się zupełnie inaczej. Bardzo łatwo ulegamy autorytetom – najpierw rodzicom, nauczycielom, a potem lekarzom, prawnikom, urzędnikom itd., wychodząc z założenia, że w danych dziedzinach ich wiedza przewyższa naszą. Założenie (nawet jeżeli słuszne), nie zwalnia nas jednak z odpowiedzialności za siebie – przynajmniej po ukończeniu osiemnastego roku życia. Każdy lekarz, każdy prawnik, czy inny ekspert – jest tylko człowiekiem i ma prawo popełniać błędy.

    To w naszym interesie leży troska o swoje zdrowie, życie, małżeństwo, rozwój, karierę zawodową czy zabezpieczenie finansów.

    „Dorosłość” w praktyce…

    Przykład pierwszy: Karol, czterdziestolatek, prawie cały tydzień spędza w delegacji, a niedziele poświęca na wizyty u swojej matki. Małżeństwo Karola przechodzi poważny kryzys, ale Karol wini żonę, że „nie rozumie jego samotnej mamy”.

    Przykład drugi: Karolina ma romans, który rozpoczął się tuż po ślubie. Karolina żyje w presji od roku – najpierw, że romans się wyda, a gdy sprawa wyszła na jaw – jest zestresowana tym „co teraz” i czeka na rozwój wydarzeń.

    Przykład trzeci: Agnieszka cierpi na przykre dolegliwości układu pokarmowego. Robi różne badania, przyjmuje leki, jakie zaleca jej lekarz rodzinny, jednak jej zdrowie nie uległo znaczącej poprawie. Znów umawia się na kolejną wizytę u tej samej lekarki.

    Przykład czwarty: Janusz wścieka się, że jego kolega dostał awans – a przecież to on pracuje dłużej i ma większe doświadczenie. Wini szefa za to, że ten nie dostrzega jego ciężkiej pracy – przez jego głowę przechodzi istny huragan przekleństw.

    Co łączy te wszystkie przypadki? Oddanie swojego życia, zdrowia czy kariery w obce ręce. Nie podejmowanie odpowiedzialności za siebie i swoje działania, bądź za… brak tych działań. Krótkowzroczność. Bierność. Przeniesienie odpowiedzialności za to, co się dzieje z nami – na kogoś innego. Zawsze przecież łatwiej znaleźć jakieś „innych”, którzy nas nie rozumieją, którzy mieszają nam szyki, nie dostrzegają naszego talentu, albo powinni „wiedzieć lepiej” z racji wykonywanego zawodu.

    Karol założył własną rodzinę nadal będąc emocjonalnie w domu rodzinnym – nie podejmuje odpowiedzialności za swój związek małżeński, tkwi w toksycznej zależności od nastroju matki. Karolinie romans nie przydarzył się, tylko jest konsekwencją podjętych przez nią pewnych działań (relacja intymna z innym mężczyzną), a zaniechania innych (np. brak podjęcia próby naprawienia relacji z mężem). Agnieszka nie pofatygowała się nawet aby sprawdzić referencje lekarza rodzinnego, czy zaczerpnąć konsultacji u innego specjalisty, dlatego też kolejny miesiąc faszeruje organizm być może niepotrzebnymi (a z całą pewnością nieskutecznymi) farmaceutykami. Janusz ani razu nie podsumował swoich osiągnięć i nie poszedł na rozmowę w sprawie awansu do przełożonego, ponieważ wydaje mu się, że jego zaangażowanie szef sam powinien dostrzec i docenić.

    Czekajmy dalej. Oddajmy kontrolę nad swoim życiem innym. Będziemy sfrustrowani, zagubieni, zestresowani, ale wygodnie będzie móc powiedzieć „to nie moja wina” i sobie ponarzekać.

    Życie pełne wellness: biorę siebie w swoje ręce

    Uświadomienie sobie pewnych struktur, schematów, układów i zależności w jakich tkwimy jest bolesne. Może wywołać szok, gniew, niedowierzanie, poczucie beznadziejności. Pierwszą rzeczą jaką powinniśmy zrobić jest rozgraniczenie odpowiedzialności – zadaj sobie jedno z pytań stosowanych w coachingu: Jaką ponosisz odpowiedzialność za to, co się dzieje?

    Nie masz wpływu na to jaką osobą jest twój przełożony, mąż, rodzic, klient, jednak jesteś współodpowiedzialny za relację jaka jest między wami. Nie masz wpływu na to, co ta osoba myśli, jak się czuje, ale masz wpływ na swoje zachowania, na to jak ty myślisz i co czujesz (np. w reakcji na zachowanie drugiej osoby). Czyjeś słowa mogą cię zdenerwować, bądź nie. Możesz wybuchnąć gniewem, bądź wziąć głęboki oddech i mówić o faktach. Możesz wybrać wierność, możesz wybrać romans.

    Wybór należy do ciebie. Warto świadomie dokonywać wyboru i być w pełni odpowiedzialnym za związane z nim konsekwencje. Jesteś dorosły – udowadniaj to sobie codziennie biorąc odpowiedzialność za siebie, swoje zachowania, swoje decyzje, swój nastrój.

    I na koniec – ciekawostka…

    Badanie opublikowane w „Journal Infection Control and Hospital Epidemiology” wykazało, że ponad 90 procent z nas wierzy, że lekarze oraz pielęgniarki powinni myć ręce przed i po kontakcie z każdym pacjentem. Jednocześnie tylko 14 procent osób kiedykolwiek zapytało lekarza o to czy umył ręce. Oto właśnie przykład siły „autorytetu” i bierność w zakresie odpowiedzialności własnej!

    Raz jeszcze zatem: weź odpowiedzialność za siebie!



    Beata Mąkolska

    Wydawca portalu zdrowego stylu życia dla kobiet
    www.wellnessday.eu

    Spis treści

     

     

    Przestań sprzedawać, dziel się swoją wiedzą


    W jaki sposób zadowolić klientów?
    I jak sprawić, by Twój personel
    błyskawicznie sprzedawał Twoje usługi?

    Czy zastanawiałeś się, ilu Twoich klientów wychodzi z Twojego salonu myśląc sobie: „WOW! To było świetne!”. A może w ogóle Cię to nie interesuje, a jedyną rzeczą która się liczy są zarobione pieniądze? Owszem, one również są ważne, ale niech nie będą dla Ciebie główną siłą motywującą do działań.

    Teraz odpowiedz sobie szczerze na takie pytanie: „Nowy klient przychodzi do Twojego salonu – czy traktujesz go po królewsku, czy też po prostu wykonujesz zaplanowane zabiegi i pobierasz swoją opłatę?”. Zauważ, że istnieje już zbyt wiele salonów, które trudnią się jedynie pobieraniem pieniędzy i nie zauważa się w nich potrzeby indywidualnego podejścia do każdego klienta. Nikt nie chce być traktowany jak kolejna bezimienna osoba z tłumu potencjalnych usługobiorców, Ty również nie czułabyś się komfortowo w takiej sytuacji, prawda?

    Osobą z tłumu możesz być w momencie kiedy stoisz w kolejce do kasy po zakupach w supermarkecie. Wtedy nie oczekujesz od osoby Cię obsługującej, że będzie chciała się zaprzyjaźnić czy po prostu zamienić kilka słów – Ty też zapewne nie chodzisz do supermarketu w celach towarzyskich tylko po zakupy, prawda?

    A teraz spójrz na personel, który pracuje w Twoim salonie – czy wystarczy, że będą znali i posługiwali się podstawowymi zwrotami jak „dzień dobry, jak się Pani/Pan dziś miewa?”, „płaci Pani/Pan gotówką czy kartą?”, „dziękuję, życzę miłego dnia”? Byłabyś zadowolona z obsługi salonu, gdzie pracownicy nie wysilają się na nic więcej ponad te zwroty? Oczywiście, że NIE!

    Potrzeba bycia pięknym jest potrzebą osobistą, to coś zupełnie innego niż potrzeba zrobienia zakupów. Zatem każdy klient oczekuje, że obsługa będzie znakomitej jakości i ma do dyspozycji wiele różnych salonów.

    Pod względem jakości usług jak i jakości samej obsługi klienta Twój salon musi być lepszy niż konkurencja po drugiej stronie ulicy! W przeciwnym wypadku stracisz klientów! Skoro czytasz nadal ten artykuł, to zależy Ci na tym, żeby Twój salon świetnie prosperował i nieustannie przynosił Ci nie tylko radość z jego istnienia, ale również pokaźne zyski. Żeby tak się stało, musisz od czegoś zacząć. Tym podstawowym czynnikiem jest zawsze Twoje:

    Nastawienie!

    Niejeden specjalista powiedział już, że nastawienie to coś, czego nie można się nauczyć i być może nieraz sam słyszałeś coś podobnego. Ze swojego doświadczenia wiem, że to bzdura! Nastawienie to coś czego można się nauczyć poprzez dokonywanie właściwych wyborów. Przecież sam jesteś w stanie wybrać sposób w jaki będziesz się zachowywać. To proste, a niestety wiele osób bez przerwy to ignoruje.

    Wyobraź sobie sytuację kiedy jesteś na spotkaniu z klientem:

    • To Ty decydujesz, czy sprzedasz swój produkt czy też nie.
    • To Ty decydujesz, czy będziesz prowadził miłą rozmowę czy też nie.
    • To Ty decydujesz, czy na Twojej twarzy będzie gościł uśmiech czy też nie.
    • To Ty decydujesz, czy zatrzymasz klienta czy po prostu pozwolisz jemu odejść.
    • To Ty decydujesz, czy będziesz ciężko pracować czy też nie.
    • To Ty decydujesz, czy będziesz obok klienta podczas zabiegu czy pozostawisz go własnemu losowi.
    • To Ty decydujesz, jak dużo pieniędzy chcesz zarobić.
    • To od Ciebie zależy całe Twoje nastawienie!

    Nikt inny nie wybierze tego za Ciebie. Jeżeli pracujesz w salonie kosmetycznym, to Twój pracodawca zapewni Ci posadę, ale nie zapewni Ci właściwego nastawienia – sam musisz je z siebie wykrzesać!

    Zdecyduj się na radość i entuzjazm, a zobaczysz jakie efekty to przyniesie! Inni ludzie od razu zauważą Twoje doskonałe nastawienie, Wasza współpraca stanie się o wiele przyjemniejsza i wszyscy na tym zyskacie!

    Nadal nie jesteś przekonany? Czytaj dalej…

    To, co powinieneś wiedzieć i stosować planując swoją strategię sprzedaży i świadczenia usług, to następujące proste stwierdzenie: Przestań sprzedawać, dziel się swoją wiedzą.

    Nagrody przyjdą same. Dzięki temu, że wzięłam to sobie do serca, doszłam do jedynego słusznego wniosku, który pozwala czerpać zyski czasem nawet o tym nie wiedząc: swoją wiedzą powinniśmy się dzielić, a nie trzymać ją w tajemnicy! Więc przestań sprzedawać! To brzmi dziwnie, prawda?

    Myślisz sobie: „Jak moi klienci mają cokolwiek ode mnie kupić, jeżeli nie staram im się tego sprzedać? To przecież niemożliwe…” NIE! Niemożliwe podobno jest też to, że ja, osoba nie posiadająca wykształcenia z zakresu kosmetologii, jestem w stanie sprzedać więcej produktów kosmetycznych niż niejedna właścicielka salonu piękności. A jednak tak właśnie jest! Dlaczego?

    To proste: Zawsze staram się nauczyć jak najwięcej o danym produkcie. Chcę poznać korzyści płynące z używania konkretnego kosmetyku i zawsze chcę podzielić się tą wiedzą ze swoimi klientami! Istnieją dwa rodzaje wiedzy: „wiedza czysto techniczna” i wiedza z rodzaju „co dobrego mi to przyniesie?”

    Zawsze kiedy Twoim celem jest sprzedanie produktu klientowi, powinnaś zadać sobie poniższe pytania:

    • Czy klient interesuje się składnikami, które tworzą dany produkt?
    • Czy klienta obchodzi to, gdzie dana rzecz została wyprodukowana?
    • Czy klient chce wiedzieć jakie reakcje chemiczne zachodzą przy użyciu kremów na noc, podkładów, kremów pod oczy, peelingów, farb do włosów itp.?
    • Czy klienta obchodzi to, że „nawilżający, nawadniający krem do twarzy”, który stosujesz podczas zabiegów zawiera takie składniki jak woda, glikol propylenowy, sorbitol, ester kwasów tłuszczowych oleju kokosowego, chrząstnica, kwas linolowy, trójanolamina, czy też uwodnione proteiny pszenne? Zapewne NIE!

       

    Agnieszka Lennan - autorka książki „Sekrety Marketingu Salonowego”, Prezydent Salon Marketing Queen, doradca biznesowy, która obecnie pomaga setkom salonów w Polsce odkryć sposób na skuteczny marketing, jak w szybki sposób podwoić swoje dochody.

    www.salonmarketingqueen.com

    Ten rodzaj wiedzy nie jest mu do niczego potrzebny. Zamiast tego zdecydowanie bardziej zainteresowany będzie tym, jakie korzyści przyniesie stosowanie danego produktu, albo dlaczego lepszym rozwiązaniem dla twarzy/włosów będzie kompleksowy zabieg upiększający zamiast jedynie nawadniającego i dlaczego terapia przy użyciu światła punktowego znacznie poprawi kondycję skóry.

    Możesz łatwo porównać tę sytuację do tej, kiedy wybierasz się do restauracji i otrzymujesz menu – nie znajdziesz w nim żadnego przepisu, który ukazuje jak krok po kroku przygotować daną potrawę. Zamiast tego ujrzysz najczęściej opis dania, który przedstawi Ci jak smakowity i soczysty kąsek pojawi się na Twoim talerzu po złożeniu zamówienia.

    Teraz zapamiętaj! To nie biznes przestaje działać… to ludzie przestają działać!

    Więcej informacji w kolejnych wydaniach „SOLARIUM & Fitness”.



    Agnieszka Lennan

    Doradca biznesowy
    Prezydent Salon Marketing Queen

    Spis treści

     

     

    Granat – źródło młodości


    Bogaty w charakterystyczny tylko dla tego owocu
    kwas punikowy (omega 5) o właściwościach przeciwzapalnych.
    Wykazuje silne działanie antyoksydacyjne
    przez co skutecznie hamuje procesy starzenia.

    Reperuje zniszczenia spowodowane słońcem i pełni rolę naturalnej ochrony przed UV. Przyspiesza regenerację stymulując produkcję białek budulcowych i odnowę komórkową skóry. Trudno przecenić niezwykłe właściwości granatu zarówno jako soczystej przekąski jak i surowca kosmetycznego. Jest również ważnym symbolem w wielu kulturach. Ten wyjątkowy owoc pochodzi z Persji ale obecnie jest uprawiany w krajach klimatu tropikalnego i subtropikalnego, od Półwyspu Bałkańskiego po północne Indie.

    Granat zawojował rynek kosmetyczny na całym świecie dzięki swoim unikalnym właściwościom.

    Do produkcji kosmetyków stosuje się zarówno skórkę, korę, wyciąg z owoców, kwiaty jak i sproszkowane pestki.

    Ma wyjątkowe właściwości przeciwzapalne, antyoksydacyjne i odżywcze, co zawdzięcza obecności kwasu punikowego, który jest zaliczany do sprzężonych kwasów tłuszczowych. Ten unikatowy kwas reguluje podziały komórkowe, działa przeciwobrzękowo i niweluje stany zapalne. W owocach granatu występuje również cenny kwas linolowy o silnych właściwościach odbudowujących i nawilżających. Tropikalny owoc jest również nieocenionym źródłem polifenoli – zawiera ich więcej niż zielona herbata czy czerwone wino. Polifenole są zaliczane do wyjątkowo silnych antyutleniaczy, a ich obecność chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników i wzmacnia komórki. Kwas elagowy (związek z grupy polifenoli) chroni skórę przed promieniowaniem UV na dwa sposoby: zapobiega niszczeniu kolagenu oraz przeciwdziała rozwojowi stanów zapalnych.

    Owoce granatu obfitują również w witaminę C i E, które tworzą doskonały duet przeciwdziałający wolnym rodnikom. Witamina C doskonale przyspiesza regenerację skóry, bierze także udział w syntezie kolagenu. Tym samym ogranicza pojawiające się z wiekiem zmiany w naskórku prowadzące do powstawania pierwszych zmarszczek. Kwas askorbinowy wzmacnia odporność naczyń krwionośnych, a dzięki właściwościom złuszczającym znakomicie rozjaśnia przebarwienia. Skóra po kuracji z jej udziałem odzyskuje witalność, zdrowy koloryt i jest wyraźnie rozświetlona.

    Ekstrakt z granatu oprócz dobroczynnych właściwości posiada zniewalający, naturalny zapach słodkiego owocu, co czyni go atrakcyjnym surowcem w produkcji kosmetyków pielęgnacyjnych i myjących. Ze względu na intensywne działanie, już jego 5% stężenie w produkcie, daje pożądane efekty.

    Wyciąg z owocu granatu znalazł szerokie zastosowanie w produktach kosmetycznych.

    Można go znaleźć zarówno w farbach do włosów, kremach, balsamach jak i produktach myjących. Kosmetyki z jego zawartością bez względu na formę mają silne działanie odmładzające, regenerujące i nawilżające. Poprawiają koloryt skóry i pobudzają mikrokrążenie. Po ich zastosowaniu skóra nabiera blasku i jest wyraźnie ujędrniona. Owoc granatu jest cennym surowcem kosmetycznym i farmaceutycznym jego właściwości doceniono w wielu kulturach, czyniąc z niego silny talizman i symbol religijny.

    Symbolika owocu granatu

    Bliski Wschód

    Granat jest jednym z siedmiu owoców Izraela – symbolizuje płodność, dobre uczynki, obfitość i sprawiedliwość. Dlatego jest tradycyjnie spożywany w okresie świąt Rosz ha-Szana i Sukot. Według Tory został wyznaczony przez Boga aby zdobić strój najwyższego kapłana. Według tradycyjnych wierzeń, dojrzały owoc powinien posiadać dokładnie 613 pestek – czyli dokładnie ilość równą ilości przykazań w judaizmie. Granat odgrywa ważną rolę w kulturze Bliskiego Wschodu. Czczony jako święta roślina i stosowany w obrządkach religijnych, uznawany jest za symbol nieśmiertelności, odrodzenia oraz płodności.

    Kwiaty granatu są symbolem miłości.

    Świat Antyczny

    Owoc granatu w świecie antycznym wiązał się z kultem pięknych bogiń: Demeter, Persefony Afrodyty i Hery. Do dzisiaj zachowały się ich wizerunki z granatem przy piersi. Owoc kojarzono ze światem umarłych, co znajduje potwierdzenie w micie o Persefonie, która podstępnie poczęstowana owocem granatu musiała zostać żoną Hadesa i panią świata podziemnego. Z granatem wiążą się również pozytywne konotacje. Mnogość jego ziaren kojarzona jest z płodnością i dobrobytem. W Grecji kult granatu jest obecny po dziś dzień, goście weselni rzucają owoc na podłogę i rozgniatają, co ma zapewnić nowożeńcom wielodzietność, szczęście i dobrobyt. Jego dobroczynny wpływ na urodę znała już ponoć Kleopatra, która zajadała się nim w dużych ilościach.

    Europa

    Według niektórych biblistów to nie jabłko ale właśnie granat był owocem zakazanym w Edenie, zaś średniowieczni alchemicy uważali, że przedłuża życie. W źródłach można znaleźć także informacje, że był pierwowzorem berła królewskiego europejskich władców, ze względu na swój kształt. A ze względu na swoje cudowne właściwości zdobił herby związków lekarzy w Europie. W religii chrześcijańskiej granat jest symbolem zmartwychwstania i nadziei życia wiecznego. Obfitość nasion, może też symbolizować kościół, gdzie nasiona reprezentują wielu wierzących.

    Chiny

    W medycynie starożytnych Chin sok z granatów uznawano za “skoncentrowane życie” i gwarancję długowieczności. W kulturze chińskiej owoce granatów symbolizują płodność, a nowożeńcy są obdarzani obrazami przekrojonych owoców, co ma im zapewnić liczne potomstwo.

    Działanie wyciągu z granatu na skórę

    • niweluje obrzęki; łagodzi podrażnienia i przyspiesza gojenie;
    • działa przeciwzapalnie; poprawia koloryt skóry;
    • ujędrnia i uelastycznia skórę; nawilża i regeneruje;
    • wzmacnia skórę i wygładza drobne zmarszczki;
    • pełni funkcję naturalnego filtra przeciwsłonecznego;
    • skuteczny antyoksydant.



    Małgorzata Zdziebko-Zięba
    PR Manager Organique

    Kosmetyczka, doświadczony pedagog.
    Autorka wielu tekstów na temat
    zdrowia, urody i marketingu

    Spis treści

     

     

    Pasja, doświadczenie, legenda…


    Trinity Beauty by Tom Holcomb teraz także w Polsce!
    Ciężkim kawałkiem chleba stał się ostatnio sektor zagospodarowania czasu wolnego, nieprawdaż?

    Kluby fitness, salony kosmetyczne, centra SPA, ośrodki sportowe... wszędzie w branży daje się wyczuć lekkie napięcie i obawa przed nadchodzącym jutrem (choć przecież koniec świata już za nami!). Zastanawialiście się Państwo pewnie jak to jest, że niektóre konkurencyjne dla Was przedsięwzięcia idą niczym burza, zdobywając nowych klientów i zagarniając coraz to większą pulę rynku. W czym tkwi klucz do sukcesu? Czynników tego typu może być wiele, więc może rzecz w poszerzeniu oferty?

    Przykładowym rodzajem działalności, która może dostarczyć zupełnie satysfakcjonujących, pięciocyfrowych miesięcznych przychodów jest niepozorna (dla laika!) stylizacja paznokci. Producenci w tej branży prześcigają się w wypuszczaniu na rynek coraz bardziej spektakularnych nowinek – lakiery magnetyczne, żele zmieniające kolor pod wpływem światła, akryle świecące w ciemności. Jeśli ten trend się utrzyma, niebawem buteleczka lakieru sama do nas podejdzie i zapyta uprzejmie, czy może wymalować komuś paznokcie!

    Jak zatem odnaleźć się w gąszczu ofert i wybrnąć z odmętów marek, z których każda jest „najlepsza, najznakomitsza i bije na głowę całą konkurencję”?

    Odpowiedź jest nadzwyczaj prosta. Zaufać komuś, kto ewidentnie wybija się z tego zalewu wtórnej nijakości. Czy mam dla Państwa taką propozycję? Sami oceńcie!

    Dawno, dawno temu, za górami, za lasami i za oceanem, w słonecznej Kalifornii mieszkał sobie Tom Holcomb. Postać, która dla naszego segmentu rynku kosmetycznego jest tym, kim był Michael Jackson dla muzyki.

    Mitem, legendą, twórcą nowoczesnych zasad i schematów. Tom był triumfatorem dwustu mistrzostw i zawodów na całym świecie. Trenerem prowadzącym szkolenia pod każdą szerokością geograficzną. To niekwestionowany autorytet, którego geniusz szedł w parze z ogromną pasją i niesłychanym talentem do pozyskiwania sobie ludzi. Jak się Państwo domyślacie, nie ma go już wśród nas, ale rodzina i wierni przyjaciele kontynuują jego dzieło.

    W Polsce to mnie przypadł ogromny zaszczyt reprezentowania jego marki Trinity Beauty. Głównym atutem naszej firmy jest fakt, że rzeczywiście mamy do czynienia z najlepszymi produktami, jakie tylko można sobie wyobrazić. I nie są to tylko frazesy – nad powstawaniem materiałów czuwają bowiem najlepsi styliści z całego świata.

    Dysponujemy linią materiałów żelowych i akrylowych, poszerzanych sukcesywnie o lakiery hybrydowe, żele kolorowe oraz całą paletę profesjonalnych akcesoriów.

    Wyróżnia nas także bardzo rygorystyczne podejście do procesu kształcenia – tu nie ma miejsca na edukację na pół gwizdka. Szkolimy tak, aby wykreować przyszłych mistrzów w tej dziedzinie! Zależy nam nie tylko na aspekcie biznesowych tego przedsięwzięcia. Pragniemy stworzyć spójny system najwyższej klasy przedstawicieli funkcjonujących na różnych szczeblach wtajemniczenia w meandry stylizacji. Zapraszamy więc do współpracy szkoleniowców, gabinety i hurtownie kosmetyczne zainteresowane dystrybucją marki, a także indywidualnych nail designerów.

    Wszystkim zapewniamy unikalne warunki rozwoju!

    Nie daj się wyprzedzić, dołącz do zespołu, który podbija cały świat!

     

    Paulina Pastuszak-Głodzik
    Mistrzyni Świata Nail Art z Monachium, siedmiokrotna Mistrzyni Polski, jurorka krajowych i międzynarodowych zawodów. Autorka ponad 110 publikacji w prasie branżowej na całym świecie, stała prelegentka kongresów kosmetycznych, prowadząc szkolenia także w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Czechach. Prywatnie doktorantka analizująca zjawisko społeczno-kulturowej tożsamości płci w kontekście aktywności turystycznej.



    Spis treści

     

     

    Stawianie czoła wyzwaniom


    Co zdecyduje o sukcesie
    gabinetu kosmetycznego w trudnych czasach?

    Osoby, które odnoszą sukces w branży beauty, to osoby łatwo wchodzące w relacje międzyludzkie, lubią i szanują innych, znają swoje mocne i słabe strony, nie chwalą się, stale uczą się i rozwijają, okazują innym szacunek, mają w sobie pokorę i potrafią przepraszać. Potrafią śmiać się z siebie, mają do siebie dystans.

    To właśnie gabinety kosmetyczne, salony, czy day SPA mające szefów, kosmetyczki, kosmetologów, lekarzy z pozytywną samooceną będą rozwijać się na rynku kosmetycznym prężnie. Dla nich kryzys pisany przez wielkie „K” nie jest groźny! Z moich obserwacji wynika, że to jakość relacji międzyludzkich: kosmetyczka-klient, kosmetolog-pacjent, lekarz-pacjent decyduje o sukcesie.

    Im lepsze relacje, tym większa szansa odniesienia sukcesu.

    Nie przywiązujemy się do rzeczy (sprzętu w gabinecie, ładnej kanapy w poczekalni czy luster na ścianie w których świetnie wyglądamy) tylko do ludzi, dlatego dbajmy o to, co najbardziej wartościowe w biznesie.

    Mimo kryzysu mamy pracę

    Kryzys? W ostatnich latach bardzo modne słowo, a także odpowiedź na wszystkie problemy w kraju, w gospodarce, w firmach, czy naszym domowym budżecie. Redukcja etatów – kryzys, zamykamy firmę – kryzys, kryzys i jeszcze raz kryzys! Gdyby faktycznie kryzys był największą przyczyną zamykania gabinetów, salonów kosmetycznych, to w dwunastotysięcznym miasteczku, gdzie mamy bardzo duże bezrobocie, nie byłoby ośmiu gabinetów kosmetycznych, tylko w najbardziej optymistycznej wersji dwa, trzy. Mimo ciężkiej sytuacji ekonomicznej każda z kosmetyczek ma pracę i swoich klientów.

    No więc właśnie! Dlaczego jednym wszystko się udaje, a innym nie? Mam na to własną odpowiedź, która wymaga innego podejścia do budowania własnej firmy – dużo cierpliwości i własne pomysły.

    Bycie po prostu człowiekiem – droga do sukcesu

    Jednym z najistotniejszych czynników sukcesu, oprócz poczucia wysokiej skuteczności, jest wysokie poczucie własnej wartości, które wynika z pozytywnej samooceny. Tacy ludzie wchodzą na sam szczyt! To oni właśnie mają największą liczbę klientów, która wraca do ich gabinetów kosmetycznych, to oni zdobywają tytuły w konkursach na najlepszy salon, najlepszą obsługę, menu salonu, najlepszą markę. To ludzie, którzy traktują innych (potencjalnych klientów bądź stałych klientów) tak jak sami chcieliby być traktowani. Myślę, że profesjonalizm plus bycie po prostu człowiekiem, to droga do sukcesu.

    Samoocena to obraz naszej osoby we własnych oczach, powstały na podstawie informacji o nas. Informacje te docierają od innych oraz od nas samych. Pamiętajmy, że niemal stale podlegamy ocenie ludzi, z którymi mamy do czynienia. Osoby z samooceną pozytywną, to osoby które prowadzą firmę prężnie rozwijającą się.

    Spokojnie i z rozwagą

    Własną firmę zaczęłam budować 3 lata temu w czasie trudnego okresu gospodarczego. Kiedy inni płaczą i narzekają – ja pracuję i rozbudowuję swój biznes na miarę swoich możliwości. Niewątpliwie są to nowe, ciężkie czasy dla właścicieli gabinetów kosmetycznych. Potrzeba dużo mądrości i zdecydowania, aby istnieć na rynku w naszej branży. Nie myślmy o tym jak jest ciężko, tylko opracowujmy kolejny plan działania na rok 2013. Małymi kroczkami, spokojnie i z rozwagą podchodźmy do działań rozwojowych naszych gabinetów.

    Prócz cech osobowości, które niewątpliwie pomagają mi w prowadzeniu działalności, obrałam pewną strategię. Nie wymyśliłam jej sama, pomogło mi w tym doświadczenie zawodowe moje i kolegów, a także literatura fachowa.

    Moja strategia – dobre relacje z innymi ludźmi

    Inwestuję czas i trochę pieniędzy w dobre relacje z klientami. Pielęgnuję zdobyte znajomości to najlepszy sposób na utrzymanie starych i zyskanie nowych klientów. Stawiam na dobre relacje z innymi ludźmi.

    Podnoszę swoje kwalifikacje, doskonalę siebie i wymagam tego również od swoich pracowników. Dzięki temu poszerzam ofertę gabinetu. Staram odróżniać się od innych gabinetów. Zmieniam powoli na to co standardowe na wyjątkowe. I etap – kontrowersja, klienci muszą zapamiętać moją markę. II etap – profesjonalizm, czyli tworzenie pozytywnego wizerunku – styl powitania, słownictwo, sposób pisania wiadomości. Chcę być najlepsza pod każdym względem (obsługa, pielęgnacja twarzy, ciała, sprzedaż kosmetyków). Nie mogę przepaść na rynku, a stanie się to w momencie kiedy nie będę najlepsza z tym, kto jest.

    Nie marnuję czasu na narzekanie, tylko biorę się za rozwiązywanie problemów, udoskonalam wszystko (ulotki, wizytówki, ofertę).

    Udzielam się społecznie, chcę żeby ludzie mnie zapamiętywali. Kluczowym błędem, jaki można popełnić, jest ignorowanie swoich stałych klientów w pogoni za nowymi!

    Najważniejsze jest moje nastawienie, upór, determinacja, odpowiedzialność za siebie, swoją prace i swoich klientów. Staram się zachować równowagę między życiem służbowym a prywatnym. Choć nie ukrywam, kosmetyka jest również moją pasją, dzięki temu nie czekam z utęsknieniem do piątku.

    Uważam, że podczas kryzysu ludzie też kupują, tylko mniej niż przed kryzysem. Dlatego jestem przekonana, że przetrwają tylko ci najlepiej przygotowani. Dlatego zastanów się, jakie rozwiązanie mogłoby zrobić z Ciebie lidera na rynku.


    Anna Paruzel

    Kosmetolog, specjalizująca się w skinologii

    Spis treści

     

     

    Zostań uzdrowiskiem! Wspomagaj regenerację organizmu i zatankuj nowe siły


    W Airnergy zadaliśmy sobie pytanie, jak zmienić tlen
    zawarty w powietrzu, który wydychamy niezużyty, w taki sposób,
    aby mógł być lepiej absorbowany przez każdą komórkę naszego ciała.

    Aby mógł być przetworzony w nową energię – całkowicie bez dodawania obcych substancji i bez efektów ubocznych. Wykorzystujemy tylko ¼ wdychanego tlenu, ¾ wydychane są ponownie całkowicie niewykorzystane.

    Odpowiedź znaleźliśmy w naturze. Stworzyliśmy i opatentowaliśmy urządzenie, które nie korzysta z ozonu, nie jonizuje tlenu ani nie zwiększa koncentracji tlenu w powietrzu. Zamiast tego naśladuje ono jeden z podstawowych procesów fotosyntezy i przygotowuje powietrze, które wdychamy w ten sposób, aby nasz organizm mógł je najlepiej wykorzystać.

    Urządzenie zasysa powietrze poprzez filtr na ścianie tylnej, służący także jako filtr kurzu i bakterii.

    Powietrze poddawane jest działaniu światła o zdefiniowanej długości fali i jednocześnie przepuszczane przez katalizatory. Proces ten nazywany jest chemiluminescencją i jego efektem jest przejście tlenu zawartego w powietrzu ze stanu trypletowego 3O2 (nie-reaktywnego) w singletowy 1O2 (reaktywny).

    Następnie powietrze przepuszczane jest przez butelkę z wodą, w celu jego nawilżenia. Nawilżone powietrze ponownie przepuszczane jest przez katalizatory. W czasie mniejszym niż 0,23 milisekundy tlen powraca do swojego stanu podstawowego, trypletowego. Ten proces zmiany stanu w jedną i drugą stronę powtarza się dla każdej cząsteczki O2 niezliczoną ilość razy. Emitowana podczas powrotu do stanu trypletowego energia absorbowana jest przez cząsteczki wody, które są znakomitymi partnerami do reakcji z tlenem w stanie 1O2. Singletowy tlen pozostaje co prawda stabilny w powietrzu przez kilka godzin, to w wodzie jest stabilny tylko przez milisekundy, co sprawia że jego reakcja z grupą -OH wody jest bardzo prawdopodobna. W ten sposób energia przechodzi na cząsteczki wody.

    Cząsteczki wody mają zatem podstawowe znaczenie dla zasady działania AIRNERGY+: powietrze nawilżone wodą (H2O) wypływa przez dyszę ze stali szlachetnej na froncie urządzenia, do której podłączamy tzw. wąsy tlenowe. W organizmie ludzkim AIRNERGY+ powoduje mierzalną harmonizację wegetatywnego wykorzystania tlenu w komórkach i oddziałuje pozytywnie na regulację funkcji organizmu. Całkowicie bez dostarczania dodatkowego tlenu lub obcych substancji.

    AIRNERGY+ nadaje się, ponieważ pozytywnie wpływa na podstawowe mechanizmy organizmu, do zastosowania w zakresie zapobiegania, regeneracji (np. w medycynie sportowej), stanach silnej wewnętrznej dysharmonii, np. w syndromie burn-out, ale także w licznych obszarach medycyny komplementarnej.

    Największe sukcesy osiąga się w obszarze zastosowań komplementarnych. Czy to w połączeniu z zastosowaniem pola magnetycznego, akupunktury, terapii biorezonansowej, homeopatii oraz innych zabiegów medycyny naturalnej często występuje efekt pozytywnej synergii.

    Dzisiaj spotkać można urządzenia Airnergy w wielu krajach świata w sporcie, klubach fitness, w salonach beauty i instytutach piękności, w salonach SPA i wellness, ale także w gabinetach menedżerów, w salonie znanego śpiewaka lub piosenkarza lub w bagażu znanego pianisty. Używają ich kierowcy Formuły 1 i profesjonalni piłkarze.

    Twój klient staje się w ten sposób natychmiast kuracjuszem. Będzie zamawiał kilka razy w roku kuracje po 10, 20 lub 30 sesji, każda trwająca 21 minut. Jako oddzielną usługę lub w połączeniu z innymi zabiegami, czasem w czasie ich trwania.

    Zostań uzdrowiskiem! Już teraz zgłoś się do nas aby otrzymać więcej informacji.

    Efekty inhalacji AIRNERGY+:

    • poprawa zdolności do relaksu i odprężenia;
    • poprawa/przywrócenie witalności w okresie dnia;
    • lepsze samopoczucie ogólne i odczuwanie własnego ciała;
    • wzmocnienie systemu odpornościowego;
    • znacząca poprawa jakości snu;
    • zapobieganie chorobom uwarunkowanym stresem: choroby serca i układu krwionośnego – burn-out; depresje;
    • lepsza zdolność przystosowania w sytuacji stresu;
    • poprawa sprawności i wydajności fizycznej oraz granic wytrzymałości;
    • poprawa jakości życia.



    Spis treści

     

     

    Zboża na siedem dni tygodnia


    W dobie rosnącego problemu nadwagi na świecie
    i wzrostu popularności kontrowersyjnych diet białkowych,
    węglowodany znalazły się w ogniu krytyki.

    Niektóre, ryzykowne diety całkowicie usuwają jakiekolwiek źródła cukrów z jadłospisu, zastępując je niebezpiecznie dużą ilością białek i tłuszczów. Światowa Organizacja Zdrowia jednak nie bez powodu za podstawę piramidy żywieniowej przyjmuje produkty zbożowe.

    Węglowodany kontra nadwaga?

    Podstawowym źródłem energii dla każdej komórki naszego ciała jest glukoza, zatem automatycznie każdy inny spożyty przez nas cukier organizm będzie próbował rozłożyć do tego najprostszego do przyswojenia monosaharydu. Im dłużej mu zajmie rozłożenie spożytych cukrów (czyli gdy postawimy na węglowodany złożone takie jak te zawarte w zbożach), tym dłużej będziemy czuli się nasyceni i tym bardziej równomierny będzie dopływ glukozy do krwi. W takiej sytuacji zmniejszymy też ryzyko odłożenia niewykorzystanej energii w postaci tkanki tłuszczowej.

    Węglowodanem jest również błonnik, cukier którego nie jesteśmy w stanie zamienić na glukozę, czyli także energię. Jako niestrawny związek stanowi on prawie bezkaloryczny balast działający na zasadzie „szczotki” wymiatającej toksyny z naszych jelit. To właśnie dodatkowa obecność błonnika może spowolnić przyswajanie węglowodanów i wydłużyć czas przechodzenia glukozy do krwi. Utrzymując poziom glukozy na stałym poziomie nie tylko korzystnie wpłyniemy na zagospodarowanie energii w organizmie, ale również zapewnimy stałą stymulację produkcji serotoniny w mózgu – hormonu szczęścia. Każdy kto kiedykolwiek stawał do walki z otyłością wie, jak podatni wtedy jesteśmy na wahania nastroju, zatem kojący wpływ serotoniny może w takim czasie przeświadczyć nawet o sukcesie naszego odchudzania.

    A na naszym stole głównie biała mąka…

    Niestety, białe bułki, makaron, czy pierogi nie dostarczają nam zbyt wiele cennych składników, nie zawierają też błonnika, zatem ich przyswajanie nie jest wystarczająco wolne by mogło zapewnić nam umiarkowane dostarczanie energii na odpowiednio długi czas.

    Biała mąka jest również pozbawiona witamin i mikroelementów, w które oryginalnie zboża obfitują.

    Biała mąka to także tylko i wyłącznie pszenica, a zbóż przecież i to tych uprawianych w Polsce jest tyle, że moglibyśmy przez siedem dni tygodnia jeść codziennie inne. Dlatego, jeśli już wybieramy pieczywo, starajmy się by było to pieczywo z pełnego przemiału i oprócz wypieków z pszenicy przynajmniej co jakiś czas wybierajmy też te z żyta.

    Drugim po pszenicy produktem zbożowym popularnym w naszym kraju (mimo, że nie jest tu uprawiany) jest ryż. Obecność ryżu w diecie wcale nie wyznacza zdrowego kierunku żywienia, a to głównie dlatego, że mamy tu do czynienia z ryżem białym, pozbawionym łuski, a zarazem błonnika, witamin i mikroelementów. Dieta oparta głównie na białym ryżu (zalecana u osób ze schorzeniami przewodu pokarmowego) stosowana na dłuższą metę u osób zdrowych może prowadzić do niedoborów witamin grupy B i żelaza. Na szczęście w sklepach ze zdrową żywnością i produktami ekologicznymi można nabyć trochę bardziej akceptowany przez dietetyków częściowo łuskany ryż brązowy.

    Ryż może być alternatywą wyrobów z innych zbóż dla osób na diecie bezglutenowej, oraz ze skłonnościami do alergii.

    Kipi kasza, kipi groch…

    Na szczęście, w naszej polskiej kulturze żywieniowej tradycyjnie kasza jest uważana za niezwykle wartościowe danie. Jednak kasza kaszy nie równa i nie wszystko, co objęte jest tą nazwą rzeczywiście jest aż tak wartościowe. Kasza manna jest wysoko oczyszczonym, ubogim w witaminy i błonnik produktem produkowanym z ziaren pszenicy. Kaszka manna na pewno może być zalecana w diecie lekkostrawnej i dla małych dzieci, jednak w żywieniu dorosłych, zdrowych osób stanowi głównie źródło zbyt łatwo przyswajalnych węglowodanów. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa kaszy gryczanej. Wszystkich jej żywieniowych zalet nie sposób wręcz wymienić w kilku tylko zdaniach. Do najważniejszych należy duża zawartość dobrze zbilansowanego białka, wysoka zawartość witamin grupy B, mikroelementów, w tym żelaza oraz błonnika. W ludowej medycynie przypisuje jej się wiele leczniczych właściwości, a jej oryginalny smak może urozmaicić niejedno danie.

    Inną kaszą, która powinna powrócić na nasze stoły (powrócić, bo niestety sięgamy po nią coraz rzadziej) jest kasza jęczmienna. Za najwartościowszą żywieniowo uważa się najmniej przetworzoną jęczmienną kaszę perłową. Ziarno jęczmienia jak dowodzą najnowsze badania (dr Rosemary K. Newman z Uniwersytetu Stanu Montana) oprócz błonnika i wielu mikroelementów, zawiera również potężny ładunek przeciwutleniaczy. Regularne spożywanie tej kaszy wykazuje znaczący wpływ na ochronę przed negatywnym działaniem wolnych rodników i chroni przed chorobami serca. Niestety, z racji obecności glutenu, nie jest to kasza, którą można polecić osobom cierpiącym na celiakię.

    Kolejną kaszą, której spożycie w naszym kraju powinno być większe niż obecnie, jest kasza jaglana.

    Do jej wyrobu używa się ziaren prosa, które przywędrowało do nas z terenów dzisiejszych Indii i Chin. Mimo, że proso z powodzeniem jest uprawiane w Polsce, niestety na naszych stołach gości rzadko i wciąż nie doceniamy jego technologicznych i zdrowotnych zalet. Okazuje się, że ziarno prosa dorównuje zaletami żywieniowymi gryce, a pod względem właściwości kulinarnych zdecydowanie przewyższa ją możliwością zastosowań. Kasza jaglana ma łagodny smak i doskonale nadaje się nie tylko do potraw warzywnych i mięsnych, ale również do wszelkiego rodzaju dań na słodko. Proso nie zawiera też glutenu i może z powodzeniem urozmaicić dietę bezglutenową.

    Kto rano wstaje, ten owsiankę dostaje…

    Zboża można serwować nie tylko w postaci kasz. W przypadku owsa, za najwartościowsze jego wydanie uważa się płatki owsiane. Do niedawna głównym sposobem na podanie płatków owsianych była przez jednych kochana, przez innych nienawidzona owsianka, jednak ostatnio rosnąca popularność tego zboża sprawia, że coraz częściej płatki owsiane są dodawane do chlebów, bułek, a nawet ciast i ciasteczek. Owies to cenne źródło witamin (w tym witaminy E), mikroelementów, błonnika, steroli i związków fenolowych pełniących rolę przeciwutlaniaczy, jednak owies to niestety, również źródło kwasów fitynowych. Nadmierne spożycie tych właśnie związków może prowadzić do niedoborów cynku, żelaza, magnezu i wapnia.

    Zatem owsianka raz w tygodniu to w sam raz, by wyszła nam na zdrowie.

    Kolejne ziarno, które najczęściej spożywane jest w postaci płatków, to kukurydza. Jednak jej niezwykle zdrowe nasiona – dobre źródło między innymi selenu, doskonałego w walce z chorobami układu krążenia, odgrzybicznymi i nowotworowymi – wiele tracą w czasie produkcji płatków, a dodatkowa obecność soli i cukru sprawia, że to, co mogłoby być dla nas źródłem zdrowia, częściej prowadzi do chorób cywilizacyjnych i nadwagi. Kukurydza to też nie tylko osławiony pop-corn, to przecież całe ziarna, które możemy łączyć z warzywami dodając do sałatek lub spożywać jako gotowane, pieczone, a nawet surowe prosto z kolby.

    Powrót do korzeni

    W ostatnim czasie coraz częściej zastanawiamy się nad tym, co było źródłem zdrowia naszych babć i dziadków. Znużeni wysoko przetworzoną żywnością i zniechęceni spożywaniem sztucznych odmian, które zyskują na wydajności kosztem wartości zdrowotnych i często też smakowych, coraz bardziej interesujemy się pierwotnymi odmianami zbóż, takimi jakimi odżywiali się nasi przodkowie. Dzięki temu na rynku coraz częściej pojawiają się tak niezwykłe produkty jak: orkisz, amarantus (zwany szarłatem), czarny ryż, a nawet komosa ryżowa, która, mimo że do zbóż nie należy, może być stosowana w kuchni w zastępstwie kasz. Zboża to także – kawa zbożowa. Nasze babcie i nasi dziadkowie umieli docenić walory napoju przyrządzanego z ziaren żyta z dodatkiem cykorii i buraka cukrowego, bogatego w witaminy grupy B, rozpuszczalne formy błonnika, a także obfitującego w magnez, minerał bardzo istotny w dzisiejszym zestresowanym świecie. Warto sięgać po tę całą różnorodność nie tylko wartości odżywczych, ale także i smaków, jaką dają nam nasiona zbóż, szczególnie o tej porze roku, kiedy nasz organizm potrzebuje odpowiedniej ilości kalorii dających energię na wiele godzin.



    Katarzyna Skoropada

    mgr inż. żywności i żywienia człowieka,
    dietetyk i mikrobiolog

    Spis treści